„Nic o nas bez nas” – parszywy BIS

Niewiele ponad pół roku minęło od referendum dotyczące ratowania Legionowa przed włączeniem do  Warszawy, a znów powraca ożywiona dyskusja na temat zmiany granic naszego miasta. Historyczne już referendum w sprawie (nie)MegaWarszawy zostało wykreowane jako walka szlachetnego i mądrego Dawida z przygłupawym choć potężnym Goliatem, zakończona sprawiedliwą i jakże zasłużoną  wygraną legionowskiego smogorządu w walce o niezależność i suwerenność. W rzeczywistości była to jednak przemyślana i trzeba przyznać, dobrze przeprowadzona rozgrywka, zakończona stuprocentowym (gwoli ścisłości 95-cioprocentowym) PR-owym sukcesem legionowskiego lidera. Sam lider dzięki referendum też zmienił ligę z powiatowej na okręgową i stał się symbolem walki o prawa gmin do samostanowienia.

7 miesięcy później hasło „Nic o nas bez nas” znów pojawia się w kontekście działań podejmowanych przez władze Legionowa. Tym razem jednak wnikliwi analitycy i obserwatorzy mogli przecierać oczy ze zdumienia. Oto nasz okręgowy lider samorządności bez żadnych ustaleń ani konsultacji przygotował, a jego radni bezkrytycznie przegłosowali uchwałę o gotowości Legionowa do anektowania kilkuset hektarów gruntów leżących w sąsiedniej Jabłonnie – budząc tym samym zrozumiałe zaskoczenie i gwałtowne niezadowolenie władz tejże gminy. Wracając do biblijnych porównań – wystarczyło kilka miesięcy aby szlachetny Dawid przeszedł gwałtowną metamorfozę w kierunku przygłupawego Goliata.

Jako radny z dużym niesmakiem skonstatowałem tę niekorzystną przemianę.

Na sesji byłem przeciwny podjęcia tej uchwały z dwóch powodów. Po pierwsze – nie przekonały mnie (mówiąc bardzo dyplomatycznie) argumenty użyte przez prezydenta do jej uzasadnienia. Doświetlenie ul. Strużańskiej, budowa ścieżek rowerowych i miejsc do rekreacji w lesie, czy w końcu powrót do zakurzonej (10-letniej) koncepcji budowy drogi do Choszczówki wzdłuż torów kolejowych, nie mają nic wspólnego z faktycznymi powodami próby rozszerzenia granic legionowskiego imperium. Tych niestety ani na sesji, ani w publicznej dyskusji nie usłyszeliśmy i obawiam się, że nie usłyszymy.

Drugim powodem mojego sprzeciwu była absolutna ignorancja drugiej strony ewentualnej aneksji. Podczas sesji, na pytanie radnego Kalinowskiego prezydent publicznie przyznał, że rozmowę z wójtem Jabłonny zaplanował dopiero na następny dzień po podjęciu przedmiotowej uchwały. Czyżby więc Goliat zapomniał jak ustami Dawida w obronie samorządności wzniośle wygłaszał kilka miesięcy wcześniej szlachetnie brzmiące hasła: ” Co ta niekonsultowana z nikim zmiana oznacza dla mieszkańców Legionowa i powiatu legionowskiego? I dlaczego zmiana nie jest konsultowana z mieszkańcami, ani ze związkami międzygminnymi? (…) – Nie pozwolimy, aby decydowano o tak ważnych kwestiach bez naszej wiedzy. ( …)  Aby zmienić granice sołectwa trzeba referendum i zgody Rady Ministrów. Dlaczego teraz nikt niczego z nami nie konsultuje – pyta prezydent Roman Smogorzewski.” https://legionowo.pl/pl/a/8249-nic-o-nas-bez-nas

Z powyższych powodów zgłosiłem oficjalny wniosek o zdjęcie tego kontrowersyjnego projektu uchwały z porządku obrad w celu głębszego przeanalizowania jego zasadności i przyszłych skutków, a przede wszystkim skonsultowania pomysłu z władzami Jabłonny. Niestety wniosek mój podzielił los wielu innych inicjatyw odbiegających od jedynie słusznej linii przyjętej przez władzę i bezpowrotnie przepadł pod ciężarem legionowskiego demokratycznego walca. Tak więc sam fakt i wstydliwe okoliczności podjęcia tej uchwały z jednej strony obnażają hipokryzję władzy i wyjątkową skłonność do relatywizacji idei samorządowych, z drugiej zaś otwierają nowy rozdział „dobrosąsiedzkich” relacji pomiędzy Legionowem (pierwotnie Jabłonną Legionową) a Jabłonną.

Odrzucona propozycja zmian w KZB

Na ostatniej sesji Rady Miasta radny Andrzej Kalinowski przedstawił projekt uchwały proponujący wprowadzenie zmiany w akcie założycielskim miejskiej spółki KZB, która to spółka otrzymała 4 lata temu od miasta majątek warty blisko 200 mln zł ( w tym budynki  legionowskich szkół i przedszkoli). Obecnie decyzję o sprzedaży tego gminnego majątku podejmuje prezydent miasta, będący jednoosobowym zgromadzeniem wspólników spółki.  Korzystając z tego kontrowersyjnego uprawnienia prezydent 2 lata temu wyraził zgodę na bezprzetargową sprzedaż działki przy stadionie, podpisując poniższą uchwałę.

Swoje wątpliwości na temat samej sprzedaży miejskiej działki przy stadionie oraz łamania zasady jawności i transparentności działań władzy opisywałem szeroko w tekstach 2015/06/19/budowa-przy-stadionie, 2015/07/03/budowa-przy-stadionie-cd, oraz 2015/08/31/prezydenckie-wiem-ale-nie-powiem. Jednocześnie próbowałem dowiedzieć się o szczegółach tej tajemniczej transakcji składając dwie interpelacje – niestety bezskutecznie, gdyż prezydent nie raczył udzielić na nie rzetelnych odpowiedzi.

Ustawa o samorządzie gminnym wyraźnie wskazuje, że do wyłącznej właściwości rady należy podejmowanie uchwał w sprawach majątkowych gminy w szczególności nabywania, zbywania, obciążania nieruchomości, jak również ich wydzierżawiania lub wynajmowania na czas oznaczony dłuższy niż 3 lata lub na czas nieoznaczony. Także w statucie gminy Legionowo, oprócz przywołanych już ustawowych kompetencji rady w zakresie gospodarki nieruchomościami, widnieje dodatkowy zapis wskazujący iż „zarządzanie mieniem gminnym i jego ochrona powinny być wykonywane ze szczególną starannością„.

Ciężko jednak w legionowskich realiach mówić o szczególnie starannej ochronie mienia gminnego przekazanego do KZB, albowiem prezydent tak chytrze zredagował akt założycielski spółki, że sam siebie ustanowił jedynym decydentem. Do tego pozbawionym jakiejkolwiek kontroli w sprawach zarządzania majątkiem, o których to sprawach zgodnie z intencją ustawodawcy powinna przecież decydować rada.

Tak więc w Legionowie mamy do czynienia ze zgoła kuriozalnymi zasadami gospodarki nieruchomościami, gdyż np. o przedłużeniu dzierżawy gruntu pod garaż o powierzchni raptem 12,5 m2 decyduje Rada Miasta (na ostatniej sesji podjęto taką uchwałę, poprzedzoną opinią stosownej komisji), zaś o sprzedaży działki o powierzchni 3.000 m2 wartej 1 mln PLN, decyzję podejmuje w zaciszu swojego gabinetu prezydent, nie racząc poinformować o fakcie ani rady, ani tym bardziej opinii publicznej.

W celu naprawienia tej patologicznej i niebezpiecznej dla interesu gminy sytuacji, z nadzieją podpisałem się pod zamieszczonym poniżej projektem uchwały autorstwa Andrzeja Kalinowskiego. Niestety, okazało się, że w całej radzie nikt poza nami dwoma nie dostrzega potrzeby zwiększenia nadzoru nad gospodarowaniem gminnym mieniem, czy choćby podjęcia dyskusji w tej materii. Poprzez milczącą dezaprobatę pozostałych radnych, projekt nie trafił nawet pod obrady rady. Wyraźnie z powyższego wynika, że monopol w zakresie obrotu nieruchomościami w Legionowie niepodzielnie należy do jednej osoby …

KZB projekt uchwały

Sprzeciw w sprawie publikacji Miejscowej

Po rezygnacji radnego Dziedzica z mandatu emocje nieco już opadły i lokalne życie polityczne wraca do legionowskiej normy. Nawet dla leniwego obserwatora legionowskiej sceny politycznej i ostatnich wydarzeń z udziałem władz miasta nie powinno być już tajemnicą, kogo prezydent namaścił na miejsce ustępującego przedstawiciela mieszkańców. Mam tylko nadzieję, że nie będzie to jedyny kandydat do rady i gorąco namawiam tych, którzy jeszcze rozważają ewentualny start w wyborach uzupełniających na Piaskach, do podjęcia słusznej decyzji. W razie potrzeby deklaruję swoją pomoc – kontakt przez e-mail.

Ja jednak z uporem maniaka chciałbym wrócić do bulwersującej polityki pogardy realizowanej na zlecenie władz miasta przez Miejscową. Mam oczywiście na myśli szczegółowo zrecenzowany przez mnie w poprzednim poście artykuł miejscowej ŚWINI (dla niewtajemniczonych przypomnę: Światły Wazeliniarski Intrygant, Nachalnie Indoktrynujący Agitator). Nie mogąc przejść do porządku dziennego nad skandalicznymi praktykami uprawiania propagandy przez gazetę należącą do miejskiej spółki, postanowiliśmy wraz z radnym Andrzejem Kalinowskim wystąpić z inicjatywą publicznego protestu w tej sprawie.

Efektem jest zamieszczone poniżej pismo-sprzeciw skierowane do odpowiedzialnych za zaistniała sytuację osób.

Odczytałem to pismo na ostatniej sesji Rady Miasta Legionowo, licząc na wsparcie pozostałych radnych, doskonale znających wieloletni społeczny dorobek i obywatelską postawę Józefa Dziedzica (trzeba wspomnieć, że niektórzy dzięki niemu znaleźli się w radzie). Niestety, żaden z pozostałych dwudziestu radnych nie poparł naszej inicjatywy …

Gdyby ktokolwiek z czytających miał podobne odczucia i utożsamiał się ze złożonym apelem, zamieszczam go wersji edytowalnej miejscowa sprzeciw i zachęcam do drukowania, podpisywania i składania – oraz przesyłania informacji zwrotnej i/lub kopii złożonego pisma na adres: smuniewski@o2.pl

Miejscowe(j) DNO

28 lipca radny Józef Dziedzic złożył na ręce komisarza wyborczego rezygnację z pracy w Radzie Miasta. Komentując decyzję radnego Propaganda Miejscowa sięgnęła dna, przekraczając kolejne granice bezczelności i wazeliniarstwa.

http://www.miejscowa.pl/2017/08/03/kto-odziedziczy-mandat/

W artykule „Kto odziedziczy mandat?” podrzędny propagandzista wstydzący się wyjawienia swojego nazwiska, którego na potrzeby tego tekstu nazwę ŚWINIA (Światły Wazeliniarski Intrygant, Nachalnie Indoktrynujący Agitator) napisał: ” … ze źródeł zbliżonych do Rady Miasta Legionowo wiadomo, że kolejne inwestycje i inicjatywy realizowane w innych okręgach wyborczych mogły uświadomić mu jego własną nieudolność jako miejskiego radnego.

Z dalszej lektury tego bezwartościowego pseudodziennikarskiego gniota dowiadujemy się, jak cudownie rozwijają się akurat te dzielnice i osiedla naszego miasta, z których wywodzą się radni z jedynie słusznej opcji. Powstają tam „skwerki, boiska, place zabaw, siłownie plenerowe, a nawet zdroje uliczne„, a wszystko to dzięki rzekomej wyjątkowej „prężności” tychże radnych. Otóż jako inżynier i wieloletni bliski obserwator lokalnych zależności inwestycyjno-koleżeńskich czuję się w obowiązku sprostować Miejscową ŚWINIĘ.  Droga ŚWINO – prężność jest zupełnie czym innym niż ugiętość.

W kolejnych akapitach ŚWINIA dziko prze dalej emanując coraz intensywniejszym propagandowo-bluźnierczym smrodem. Twierdzi mianowicie, że odchodzący radny swoją rzekomą nieudolność próbuje usprawiedliwić zrzucaniem winy na innych. Idąc tym świńskim tokiem rozumowania radny Dziedzic powinien chyba jeszcze przeprosić mieszkańców swojego okręgu (oraz innych „prężnych” radnych a może nawet samego prezydenta) za największą miejską inwestycję tej kadencji – basen, który właśnie powstaje pod oknami jego wyborców.

Ale czymże jest taki basen wobec „skwerków, boisk, placów zabaw, siłowni plenerowych …„, których jak powszechnie wiadomo na Piaskach nie ma ;). A dlaczego nie ma? Bo jak wynika ze świńskiego wywodu, radny był nieudolny! – Normalnie koń by się uśmiał (gdyby nie był UŚWINIONY…).

Jednak Miejscowa ŚWINIA swoim bulwersującym paszkwilem niechcący obnażyła chore realia legionowskiego smogorządu. Jak widać układ jest prosty. Jeśli jesteś z tymi co trzymają władzę, nie wychylasz się i bezkrytycznie akceptujesz ich poczynania, wtedy coś z pańskiego stołu ci skapnie do okręgu wyborczego. Może to być latarnia, skwerek, kamera monitoringu, plac zabaw, chodnik, kilka miejsc parkingowych, kawałek drogi utwardzonej, itp. W innym przypadku każda inicjatywa napotka na „demokratyczny” skuteczny opór materii, a samodzielny i „niepokorny” inicjator zostanie okrzyknięty nieudolnym radnym. Funkcja radnego, z ustawowo określonej nadrzędnej i kontrolnej w stosunku do prezydenta, w legionowskich realiach skarlała więc do roli uległego petenta zdanego na pańską łaskę.

Radny Józef Dziedzic przez blisko 15 lat pracował na rzecz mieszkańców miasta i swoich wyborców, Nie zawsze się zgadzaliśmy, jednak przez te wszystkie lata wielokrotnie byłem świadkiem tego, jak uparcie i wytrwale, pomimo wyraźnej niechęci ze strony prezydenta, upominał się o realizację inwestycji na Piaskach. Zabiegał o budowę infrastruktury miejskiej i remonty placówek oświatowych. Obowiązki radnego traktował wyjątkowo odpowiedzialnie i z zaangażowaniem, doznając wielokrotnie publicznych upokorzeń ze strony władz miasta. Kulminacją ciągłego procesu dyskredytacji i poniżania opornego radnego jest przytoczony skandaliczny artykuł Miejscowej ŚWINI.

Smutnej i gorzkiej pikanterii dodaje fakt, że przecież ta Miejscowa ŚWINIA opłacana jest z pieniędzy miasta, dla którego przez tyle lat uczciwie pracował radny Dziedzic, a także z podatków tych mieszkańców, którzy wielokrotnie udowodnili w wyborach zaufanie do niego, okazując mu zawsze bardzo duże poparcie (ostatnio uzyskał ponad 500 głosów). Jest to kolejny przejaw arogancji, buty i lekceważenia zasad i wyroków demokracji w wydaniu legionowskich włodarzy, którzy ponoszą pełną odpowiedzialność za zaistniałą sytuację.

Miejscowej ŚWINI pozostaje mi jedynie życzliwie polecić analizę słów Marka Twaina: „Lepiej jest milczeć i sprawiać wrażenie głupiego, niż mówić i rozwiać wszelkie wątpliwości”, zaś jej mocodawcom wraz z życzeniami zdrowia dedykuję sentencję Eurypidesa: „Bezczelność jest najgorszą z chorób ludzkich”.

 

Interpelacja dot. kosztów referendum

W Legionowie Już niemal zapomnieliśmy o referendum (za wyjątkiem tych,  którzy korzystają z przejścia podziemnego przy dworcu, gdzie wątpliwej urody graffiti nadal nachalnie zaprasza do powiedzenia NIE MegaWarszawie), ale zainspirowany sukcesem frekwencyjno-referendalnym powtórzonym w sąsiedniej gminie, przedstawię poniżej treść mojej interpelacji poświęconej kosztom naszego referendum wraz z odpowiedzią urzędu.

Zastanawiająca jest odpowiedź na pytanie nr 5, dotyczące wywieszenia billboardu reklamowego na frontowej ścianie ratusza. Otóż okazuje się, że bannery na urzędzie miasta można wieszać bez czyichkolwiek zgód. A to ci dopiero 🙂

Ciekawie brzmi także dość chytra odpowiedź na pytanie o koszty. Dowiadujemy się , że wykonanie finansowe wynosi 35,5 tys zł. z zastrzeżeniem, że jest to stan na dzień 10 kwietnia. Pewnym kluczem do rozwiązania zagadki, czy to aby wszystkie koszty związane z organizacją referendum, może być dokonana dwa tygodnie później zmiana w budżecie gminy. Prezydent zaproponował (a jego radni uchwalili) zwiększenie o kwotę 50 tys. wydatków na zakup materiałów promocyjnych, usług informacyjnych i promocyjnych (publikacje w gazetach, prowadzenie kampanii, obsługa wydarzeń informacyjnych i promocyjnych, itp). Na pytanie radnego Kalinowskiego o ewentualny związek tych wydatków z referendum, konkretnej odpowiedzi nie usłyszeliśmy.

Dociekliwych zapraszam także do lektury interpelacji wspomnianego już powyżej radnego: http://bip.legionowo.pl/Article/get/id,79583.html http://bip.legionowo.pl/Article/get/id,79584.html

 

Odpowiedź prezydenta:

Moralność Gala

Zarówno przed jak i zaraz po referendum w mediach głośno było o Legionowie. Prezydent bardzo chętnie pojawiał się przed kamerami komentując zarówno pomysł aglomeracji wg PiS, jak również wyniki samego referendum. Być może w natłoku zalewających informacji nie wszyscy jednak zwrócili uwagę na jeden wywiad.

Polecam Państwa uwadze rozmowę (zwłaszcza od 23 minuty), a szczególnie jej końcowy fragment.

http://www.superstacja.tv/program/rozmowa-dnia-roman-smogorzewski,6458697/

Okazuje się, że porównany na wstępie do dzielnego Asterixa nasz lokalny bohater, objawiający się jako obrońca demokracji samorządowej, obecność w radzie przedstawiciela innego ugrupowania ocenia jako „wypadek przy pracy”, argumentując swoją hegemonię w radzie „sprawnym zarządzaniem”. Toż to kwintesencja legionowskiej samorządności!

Otwartym pozostaje jeszcze pytanie, na czym polega owo „sprawne zarządzanie” prezydenta przy wyborach samorządowych?

Bez komentarza pozostawię też zaprezentowany bulwersujący styl prymitywnej i prostackiej próby dyskredytacji opozycyjnego radnego.

A jak mają się czuć legionowianie – wyborcy radnych stanowiących „wypadek przy pracy”? Czy z nich też prezydent jest dumny, tak jak z tych którzy zabrali głos w referendum, czy z tych akurat trochę mniej… ? A może ich też uważa za „wypadek przy pracy”?

Co z tym referendum?


Do referendum zostało już zaledwie 5 dni, a ja coraz częściej słyszę od mieszkańców Legionowa proste pytanie – co robić?

Wprawdzie urząd od kilku tygodni dwoi się i troi w zabiegach, aby legionowianie zewsząd bombardowani byli ulotkami, bilbordami, ogłoszeniami, zaproszeniami, reklamami i innymi działaniami dotyczącymi referendum, tylko że z tej ratuszowej agitacji niczego prawdziwego i konkretnego zagubiony wyborca nie jest w stanie się dowiedzieć. Podnoszone w ulotkach argumenty dotyczące m.in. ewentualnej wątpliwej przyszłości gminnych dróg, czy też niepewnego finansowania gminnych szkół, nie mają nic wspólnego z założeniami ustawy, są jedynie wytworem wyrachowanej manipulacji obliczonej na osiągnięcie politycznego celu. A jaki jest cel inicjatorów referendum?

Z obserwowanych na ulicach Legionowa propagandowych działań agitacyjnych, nadzwyczaj wyraźnie i jasno przebija się rozpaczliwie przesłanie – „zrobimy wszystko, żeby tylko zostało po staremu„.

Niestety, cała kampania referendalna realizowana przez legionowski ratusz oparta jest na populizmie i zastraszaniu. Trzeba jednak przyznać, że sami autorzy kontrowersyjnego projektu ustawy o ustroju m. st. Warszawy przyczynili się do powstania tej politycznej kotłowaniny. W zaproponowanej przez nich ustawie brak jest jakichkolwiek konkretnych propozycji dotyczących docelowych rozwiązań organizacyjnych, kompetencyjnych i prawnych zarówno nowo powstałego mega powiatu, jak i gmin wchodzących w jego skład, w tym oczywiście Legionowa. Szczegółowo natomiast rozpisane zostały kwestie dotyczące wyboru władz – ale one też budzą wiele wątpliwości. Wyraźny falstart projektu aglomeracji warszawskiej wg PIS wywołał niemałe zamieszanie polityczne zarówno na scenie krajowej, jak i lokalnej.

Ale na gruncie tej mocno niedoskonałej i chaotycznie przedstawianej propozycji ustawy o aglomeracji oraz powstałej wokół niej wrzawy, wzrósł nowy lokalny bohater. Z bitewnego politycznego zgiełku wyłonił się legionowski wodzirej, najpierw organizując w ratuszu spotkanie samorządowców, a następnie odgrywając samozwańczo główną rolę obrońcy uciśnionych. To właśnie on mężnie stanął na czele nieformalnej grupy, pod przypadkowo-znajomo-choć-tajemniczo brzmiącą nazwą SMOGO (Sami Musimy Obronić Gminy Okołowarszawskie). Jak przystało na lidera grupy, jako jedyny spośród 33 zainteresowanych doprowadził do referendum, z którym właśnie za kilka dni przyjdzie nam się borykać.

Muszę w tym miejscu przyznać, że instytucję referendum osobiście uważam za bardzo dobre i potrzebne narzędzie w demokratycznym samorządzie. Jest to (zaraz po wyborach) najwyższa forma bezpośredniego sprawowania władzy przez suwerena, dająca w sprawach kluczowych dla wspólnoty możliwość podjęcia decyzji przez ogół mieszkańców i odwołująca się do mądrości zbiorowej, z respektowaniem prawa do decydowania. Wychodząc z tego założenia jako radny głosowałem za ogłoszeniem tego referendum, chcąc poznać opinię mieszkańców i uszanować ich wolę, wierząc jednocześnie że zostanie ono rzetelnie i obiektywnie przygotowane, a następnie przeprowadzone.

Po raz kolejny jednak wiara w dobre intencje okazała się naiwnością. Z zażenowaniem obserwuję kolejne nawoływania lokalnych prominentów do rozstrzygnięcia referendum po swojej myśli. Obłudnie odwołując się do słusznego skądinąd hasła „nic o nas bez nas”, natrętnie narzucają swoją narrację, używając bełkotliwych argumentów zamiast zachęcać mieszkańców do głębszej analizy problemu i podjęcia możliwie jak najbardziej świadomej i dojrzałej decyzji przy urnie. Odwołując się do prawa mieszkańców do decydowania, dyktuje się i narzuca wolę władzy, w ten sposób całkowicie wypaczając ideę referendum.

Żenujące wpisy propagandowe pojawiające się z inspiracji urzędu na portalach społecznościowych pozostawiam bez komentarza.

Tak więc ze smutkiem konstatuję, że szkodliwa działalność legionowskich decydentów w zakresie narzucania swojej woli mieszkańcom osiągnęła kolejny poziom. Świadczy to o braku szacunku do własnych wyborców, którym dyktuje się co mają robić i jak głosować. Obawiam się jedynie, że ta nachalna i wręcz obsesyjna propaganda przedreferendalna przyniesie wręcz odwrotny skutek, a zniesmaczeni tym marnym spektaklem (z jego podrzędnymi aktorami) mieszkańcy, w ogóle nie zechcą skorzystać z prawa do głosowania.

Dla porządku przypomnę, że referendum uznane będzie za ważne tylko wtedy, gdy weźmie w nim udział co najmniej 30% uprawnionych do głosowania.

Jak więc postąpić w najbliższą niedzielę?
– Tak jak Państwo uważacie!

Dłużej się już nie dało …

Wygląda na to, że po kilkuletnich bezskutecznych staraniach wielu osób oraz lokalnych środowisk nagłaśniających problem wyjątkowo dużych zanieczyszczeń legionowskiego powietrza, urząd miasta wyjątkowo „nie idzie w zaparte”.

Otóż wczoraj (18 stycznia) na urzędowej stronie ukazało się po raz pierwszy ostrzeżenie o złej jakości powietrza:

ostrzeżenie

Alarm ten został także rozpowszechniony za pośrednictwem portali społecznościowych. W ostrzeżeniu zawarta była także instrukcja postępowania dla mieszkańców, zawierająca m.in. zalecenia ograniczenia przebywania na zewnątrz osób należących do grup ryzyka: dzieci, starszych, astmatyków, czy osób z chorobami dróg oddechowych i układu krwionośnego.

Stało się więc to, co od dawna powinno być normą i o co wielokrotnie apelowali mieszkańcy. Urząd podał w końcu rzetelną informację o złej jakości powietrza w Legionowie i poinstruował, co należy zrobić, aby zminimalizować skutki tego stanu. Domagałem się tego także i ja w złożonej niedawno petycji:

Petycja – SMS o jakości powietrza w Legionowie

Jednak mam poważne wątpliwości, co do powodów zmiany frontu prezydenta i jego urzędników. Obawiam się, że to wcale nie troska o zdrowie mieszkańców, zgłaszane wielokrotnie apele czy inne merytoryczne względy zadecydowały o publikacji tego ostrzeżenia. Na te argumenty nasza lokalna władza była wszak dotychczas głucha i ślepa. Nie posłuchała nawet dwóch znawców tematu – ale o tym za chwilę. Bastion obłudnego milczenia upadł w konfrontacji z potęgą mediów i to nie jakichś tam lokalnych, powiatowych, czy nawet regionalnych, ale tych ogólnopolskich!

Otóż dopiero gdy TVP1 w głównych wydaniach Wiadomości aż dwukrotnie poświęciła smogowi w Legionowie kilka cennych minut, coś w końcu drgnęło w umysłach lokalnych decydentów. Dla tych którzy przeoczyli, polecam obejrzenie archiwum z 16 stycznia (od 16 minuty): https://www.youtube.com/watch?v=PStZ7pQrvoI  oraz z 17 stycznia (od 18 minuty): https://www.youtube.com/watch?v=tATBtngBmjw

Natychmiast, a więc 18 stycznia rano – zaledwie kilka godzin po wyemitowaniu Wiadomości, władze miasta w końcu przypomniały sobie o niezwykle ważnej polityce informacyjnej i umieściły stosowne ostrzeżenie na stronach internetowych. Szkoda, że prezydent nie zdecydował się na taki ruch tydzień wcześniej, kiedy sytuacja była o wiele bardziej niebezpieczna, a stężenie odpowiedzialnego za smog pyłu PM2,5 przekroczone było niemal 30-krotnie!!! (9 stycznia). Dla porównania, w dniach których dotyczyło ostrzeżenie (18-19 stycznia), norma PM2,5 została przekroczona „zaledwie” 10 razy.

W materiale wyemitowanym przez Wiadomości pojawiają się także znane już postacie dr med. Piotra Dąbrowickiego z Wojskowego Instytutu Medycznego oraz dr hab. inż. Artura Badydy z Politechniki Warszawskiej. Prowadzili oni niedawną konferencję (28.11) na temat czystości powietrza w Legionowie, pod znamiennym tytułem: „Czym oddychamy w powiecie legionowskim – prawdy i mity”. Note bene podczas swoich prelekcji panowie z dużą łatwością obalili urzędowy mit, jakoby w Legionowie jakość powietrza nie odbiegała od mazowieckiej normy, czego dowodem niech będzie chociażby poniższy slajd z ich prezentacji TiO slajd

pochodzący z relacji:
toiowo.eu/legionowo-zatrwazajace-zanieczyszczenie-powietrza

Trzeba przyznać, że swoją niezłomną postawą, aktywnością w ogólnopolskich i lokalnych mediach oraz determinacją i profesjonalizmem, obaj wymienieni zrobili znacznie więcej dla uświadomienia rangi problemu zanieczyszczenia legionowskiego powietrza, niż władze naszego miasta. Dziękujemy Wam Panowie!

Petycja – SMS o jakości powietrza w Legionowie

Rozpoczyna się na dobre sezon grzewczy w Legionowie, a wraz z nim powraca dyskusja na temat szkodliwości legionowskiego powietrza. Jedni biją na alarm wskazując na wyjątkowo wysokie stężenia szkodliwych substancji, takich jak benzo(a)piren czy pył PM 2,5. Przykładem niech będą ostatnie artykuły w lokalnych tygodnikach, czy też mój niedawny tekst poświęcony niepokojącym danym z ubiegłego roku.

Inni z kolei leją na sprawę (ciepłą wodę) i uspokajając przekonują, że może i zbyt zdrowe powietrze to u nas nie jest, ale za to tylko czasami i inni mają gorzej.

Dobrym symptomem jest rozpoczęta publiczna dyskusja na ten niezwykle ważny dla naszego zdrowia temat. Wzrastająca wśród mieszkańców świadomość problemu złej jakości powietrza wymusza na władzach podejmowanie konkretnych działań. Od zeszłego roku miasto dofinansowuje wymianę kotłów grzewczych, a Straż Miejska kontroluje potencjalnych trucicieli.

Jednak dotychczas podejmowane przez władze Legionowa działania nie przynoszą oczekiwanego rezultatu. Przez 1,5 roku z dotacji skorzystało zaledwie 84 właścicieli pieców węglowych (szacuje się, że w całym Legionowie jest ich ponad 1400). Podobnie z mandatami – nałożono ich zaledwie kilka. Pomimo prowadzonych akcji sytuacja nadal wygląda bardzo źle. Tegoroczne stężenia PM2,5 odnotowane w naszym mieście są alarmująco wysokie, a przecież sezon grzewczy jeszcze się na dobre nie zaczął.

Jakie zatem podjąć kolejne kroki, aby poprawić sytuację i zminimalizować ryzyko wynikające z oddychania zanieczyszczonym powietrzem?

Uważam, że dobrym rozwiązaniem będzie nakłonienie prezydenta do bieżącego informowania mieszkańców o występującej w danym momencie złej jakości powietrza, z wykorzystaniem posiadanych przez urząd możliwości. Mam tu na myśli strony internetowe, portale społecznościowe, czy idealne wręcz narzędzie – funkcjonujący od dawna miejski system powiadamiania SMS.

Dotarcie do możliwie największej liczby legionowian z informacją o aktualnym złym stanie powietrza, przyczyni się do zwiększenia świadomości zagrożeń wśród samych mieszkańców, a także spowoduje większą presję społeczną w zakresie dbałości o jakość powietrza, którym wszyscy oddychamy. Mając bowiem świadomość silnego zanieczyszczenia atmosfery każdy zastanowi się, skąd ono powstaje – a jak wiadomo w Legionowie większość zanieczyszczeń powstaje niestety w indywidualnych gospodarstwach domowych. Przyczyną są więc nieodpowiedzialne bądź/i nieświadome działania samych mieszkańców.

Ponadto uważam, że przekazanie ostrzeżenia o złej jakości powietrza pozwoli uchronić przed niepotrzebnym wyjściem z domu wielu naszych mieszkańców, także tych lubiących zimowe spacery czy wieczorny jogging. Dotyczy to jednak przede wszystkim najbardziej narażonych, a więc naszych dzieci oraz osób z chorobami płuc i krążenia.

Dlatego złożyłem do prezydenta w tej sprawie stosowną petycję.

Warto też wspomnieć, że w najbliższy poniedziałek 28 listopada o godz. 19.00 w budynku dworca odbędzie się spotkanie poświęcone jakości legionowskiego powietrza – zapraszam do udziału.