Archiwa kategorii: Ogólnie

Budżet obywatelski nie dla Legionowa

Od pewnego czasu mam przyjemność publikować swoje przemyślenia w „Mieszkam Obok” – lokalnym miesięczniku traktującym o problemach i bolączkach mieszkańców Legionowa i gmin ościennych. https://www.facebook.com/mieszkamobok.stowarzyszenie/

Ostatni wpis poświęciłem budżetowi obywatelskiemu, a właściwie różnicom pomiędzy nim, a patologicznym systemem przyznawania pieniędzy funkcjonującym w Legionowie – zapraszam do lektury:

Budżet (nie)obywatelski, czyli samo – rząd

W Polsce budżet obywatelski wprowadzony został w lokalnych samorządach już niemal 10 lat temu. Każdego roku, wzorem tysięcy miast zachodniej Europy, kolejne polskie gminy decydują się na uruchomienie tego demokratycznego mechanizmu, pozwalając mieszkańcom bezpośrednio decydować o przeznaczeniu części budżetu, pochodzącego wszak z ich podatków. Najczęściej odbywa się to najpierw poprzez zgłaszanie pomysłów na przedsięwzięcia i inwestycje mieszczące się w katalogu zadań gminnych, szeroką dyskusję nad propozycjami, a następnie w drodze otwartego głosowania wybierane są te najbardziej popularne, które zostają zrealizowane ze środków publicznych.

Powyższy system ma wiele zalet, pozytywnie wpływających na funkcjonowanie lokalnych wspólnot. Oprócz samego zaktywizowania mieszkańców, edukacji obywatelskiej, budowania poczucia wspólnej odpowiedzialności za losy miasta i trafniejszego wydatkowania środków budżetowych, powoduje wzrost zadowolenia z usług publicznych oraz buduje zaufanie do rządzących poprzez zwiększenie przejrzystości i wiarygodności działań lokalnej władzy.

Dlaczego zatem w Legionowie, pomimo wielu podejmowanych prób i corocznych wniosków (także moich) nie mamy budżetu obywatelskiego, a jedynie jego żenującą imitację w postaci ułomnych inicjatyw lokalnych? Odpowiedź jest prosta.

Podstawowym założeniem budżetu obywatelskiego jest oddanie inicjatywy i ostatecznej decyzji w ręce wyborców. To mieszkańcy od pierwszej do ostatniej chwili decydują o sposobie wydatkowania środków. Zadanie władz ogranicza się jedynie do stworzenia odpowiedniego systemu zapewniającego sprawne przeprowadzenie całej procedury.

W przypadku legionowskich inicjatyw lokalnych zniechęca już sam początek tej trudnej, krętej i wyboistej drogi. Oprócz bardzo skomplikowanej procedury przygotowywania wniosków (muszą zawierać dokumentację projektową, kosztorysy, harmonogramy rzeczowo-czasowe, odpisy z KRS-u, itp.), należy wykazać się finansowym wkładem własnym lub zapewnić gotowość podjęcia prac społecznych. Najciekawsza jest jednak dalsza procedura.

Otóż  od momentu zgłoszenia wniosku o jego losie decydują już tylko i wyłącznie urzędnicy, a ostateczny głos ma prezydent. On bowiem przekazuje wnioski do wyznaczonego przez siebie urzędnika, oraz komórek urzędu w celu wstępnej „obróbki”. Następnie wniosek trafia do Zespołu powołanego przez (kogo?) prezydenta. W skład Zespołu wchodzą oczywiście głównie urzędnicy i radni (kogo?) prezydenta. Po kolejnej analizie wniosku w/w Zespół rekomenduje przesiane propozycje (komu?) odrobinę już chyba znudzonemu całym tym cyrkiem prezydentowi. Na końcu tej zbiurokratyzowanej i pseudoobiektywnej procedury ostateczną decyzję o realizacji wniosku podejmuje jednoosobowo kto? Prezydent oczywiście!

Jak się zatem łatwo domyślić do ostatecznej realizacji trafiają jedynie słuszne inicjatywy „przyjaciół i znajomych legionowskiego królika”, który sam publicznie wyznał, że nie będzie realizował wniosków mniejszości.

Powyżej wykazane różnice w filozofii i sposobie wydawania publicznych pieniędzy wyraźnie dowodzą, że w legionowskim smogorządzie to wcale nie poddani mają decydować o wspólnej kasie. Od tego jest król i jego dwór. On wie najlepiej ile i komu jest potrzebne, komu dać, komu sprzedać, komu wydzierżawić, co dla ludu zrobić, a czego dla dobra poddanych zaniechać.

Tylko … czy to aby jeszcze jest samorząd, czy już samo – rząd?

Życzenia Świąteczne

??????????????????????????????????

W związku ze zbliżającymi się Świętami Bożego Narodzenia życzę wszystkim dużej dawki odpoczynku od codziennych spraw, problemów i obowiązków. Niech tych kilka magicznych dni i towarzysząca im świąteczna atmosfera pozwoli Państwu na szczere radowanie się z tajemnicy narodzin Najwyższego, spędzając jak najwięcej czasu w gronie swoich najbliższych i przyjaciół. Odpoczywając od towarzyszącego nam każdego dnia zgiełku i wrzawy, spróbujmy odwrócić naszą uwagę od codziennych spraw zawodowych, politycznych oraz innych przyziemnych (choć z pewnością bardzo ważnych) problemów i skierować nasze zainteresowanie na drugiego człowieka.

Życzę także, aby rodzinna i radosna atmosfera Świąt Bożonarodzeniowych towarzyszyła Państwu jak najdłużej i żeby odcisnęła się trwale także w nadchodzącym Nowym Roku. A ten, niech będzie dla Państwa przede wszystkim spokojny i bezpieczny, niech przyniesie możliwie jak najwięcej radości, spełnienia i satysfakcji. Żeby nikomu nie zabrakło sił i determinacji do realizacji przyszłorocznych planów i zamierzeń. I życzę, abyście na swojej życiowej ścieżce spotykali samych dobrych i mądrych ludzi.

PS.
W całym przedświątecznym zgiełku, w tej gorączce zakupów i przygotowań, bardzo podoba mi się to, że praktycznie wszędzie (w pracy, w sklepie, na ulicy, na targu czy w kościele) spotykam dużo więcej ludzi niż zazwyczaj. Ponadto z każdym, oprócz zazwyczaj towarzyszącego życzliwego uśmiechu, mogę spędzić chwilkę dłużej, wymieniając się przyjacielskim uściskiem dłoni, głębszym spojrzeniem i spontanicznymi życzeniami.

To piękny czas!

Kolejny blamaż komisji rewizyjnej

Komisja rewizyjna to wyjątkowe i niebywale ważne ciało, odgrywające niezwykle istotną rolę w demokracji samorządowej. Dowodem tego są charakterystyczne, ponadprzeciętne prawa i obowiązki tej komisji, wynikające z ustaw oraz statutu gminy.

Spośród innych komisji wyróżniają ją między innymi następujące elementy:
– przewodniczący wybierany jest przez całą radę, a nie jak w przypadku innych komisji przez członków tychże komisji;
– plan pracy komisji rewizyjnej ustala rada, a nie sama komisja;
– komisja rewizyjna jako jedyna może powoływać rzeczoznawców, ekspertów i biegłych;
– ustawowo w składzie komisji powinni znaleźć się przedstawiciele wszystkich klubów radnych (w Legionowie niestety tak nie jest);
– to właśnie komisja rewizyjna, po zaopiniowaniu wykonania budżetu, występuje do rady miasta z wnioskiem o udzielenie (bądź nieudzielenie) prezydentowi absolutorium.

Ponadto, to właśnie komisja rewizyjna działając w imieniu rady miasta ma prawo i obowiązek kontrolować działalność prezydenta, gminnych jednostek organizacyjnych oraz jednostek pomocniczych gminy. Jak wynika z powyższego, to właśnie na komisji rewizyjnej ciąży odpowiedzialność weryfikacji dokonań i kontroli poczynań władzy.

Przyjrzyjmy się zatem rezultatom prac komisji rewizyjnej.

Pół roku temu w jednym z tekstów, w którym opisywałem powody mojego wystąpienia z komisji rewizyjnej, ubolewałem jednocześnie nad jej niefortunnym składem i wynikającymi z tego faktu wątpliwościami, dotyczącymi przyszłych efektów jej pracy.

http://leszeksmuniewski.pl/blog/2015/04/30/komisja-rewizyjna/
„Mając na względzie rangę tej komisji, ustawodawca określił także zasadę doboru jej składu, który powinien zapewnić maksymalny obiektywizm i bezstronność. … W wielu gminach w dojrzałych lokalnych demokracjach, rada powierza komisję rewizyjną radnym nie należącym do obozu władzy. Takie działanie wydaje się jak najbardziej słuszne, gdyż zgodnie z logiką i zasadą nemo iudex in sua causa – nikt nie może być sędzią we własnej sprawie. W Legionowie dotychczas także funkcjonowała ta zasada. Ostatnie kadencje, podczas których przewodniczącym komisji rewizyjnej był przedstawiciel klubu nie związanego bezpośrednio z prezydentem dowiodły, że takie rozwiązanie dobrze służyło wszystkim – mieszkańcom, radzie jak i samemu prezydentowi. W tej kadencji rządzący radni prezydenta powierzyli kierowanie najważniejszej komisji (ale także wszystkich pozostałych) klubowemu koledze, posiadając jednocześnie w niej demokratyczną większość. Drugi co do wielkości klub nawet nie zgłosił członka do prac w tej komisji. Czy zatem powstała sytuacja gwarantowała prawidłowe i obiektywne sprawowanie funkcji kontrolnej tego ciała? Czy może mieliśmy do czynienia z iluzją i blichtrem władzy? (…)”

Minęło kilka miesięcy i ze smutkiem muszę stwierdzić, że moje wątpliwości okazały się uzasadnione. Na dowód przytoczę jedynie kilka niechlubnych przykładów, świadczących o „niedoskonałościach” legionowskiej komisji rewizyjnej i kompromitujących to zacne ciało:

1. Odrzucenie przez radę miasta wyników kontroli klubów sportowych.
Komisja rewizyjna, na podstawie zatwierdzonego przez radę miasta planu pracy, jako pierwsze zadanie w bieżącej kadencji, realizowała kontrolę w zakresie wydatkowania dotacji gminnych przeznaczonych dla 3 największych klubów sportowych. Kontrola trwała kilka miesięcy i zakończyła się podpisaniem przez członków komisji protokołu z kontroli. Następnie w czerwcu br. protokół ten trafił pod obrady rady miasta już w formie projektu uchwały. Niestety dla członków komisji rewizyjnej, za to ku uciesze kontrolowanych klubów, po długiej i burzliwej dyskusji, rada miasta skrytykowała i odrzuciła protokół z przedmiotowej kontroli. Wynik głosowania nie pozostawiał wątpliwości, co do oceny rzetelności tego dokumentu i jego autorów – za przyjęciem głosowało 4 radnych (tylu, ile wówczas liczyła komisja rewizyjna), przeciw było aż 13 radnych, 3 wstrzymało się od głosu.

2. Wojewoda Mazowiecki stwierdził nieważność uchwały Rady Miasta Legionowo.
Unieważniona uchwała rozstrzygała (oczywiście negatywnie) skargę jednego z mieszkańców na działania Prezydenta Miasta Legionowo, dotyczącą budowy miasteczka ruchu drogowego w ramach inicjatywy lokalnej. Sama skarga, zgodnie z kompetencjami została przekazana do rozpatrzenia komisji rewizyjnej. Na podstawie wyników pracy i sugestii tej komisji, rada miasta we wrześniu br. opierając się na ustaleniach komisji rewizyjnej (mnie ustalenia nie przekonały i wstrzymałem się od głosu) przyjęła uchwałę stwierdzającą bezzasadność skargi, Po miesiącu okazało się, że wojewoda jako organ nadzorczy, stwierdził nieważność uchwały, m.in. w ten sposób argumentując swoją decyzję: „Uzasadnienie zamieszczone w załączniku do uchwały nie zawiera w istocie żadnego uzasadnienia faktycznego ani prawnego. Nie wskazuje czego skarga dotyczy oraz jakie argumenty przemawiają za jej negatywnym załatwieniem (…) Stanowisko wyrażone przez Radę Miasta Legionowo istotnie narusza art. 238 k.p.a. oraz art. 239 k.p.a. …” . Jednym słowem uzasadnienie wojewody jest miażdżące dla komisji rewizyjnej przygotowującej uchwałę i wstydliwie przykre dla całej rady, która tego prawnego gniota przegłosowała.

3. Komisja odmówiła rozpatrzenia wniosku mieszkańców z ul. Sosnowej.
We wrześniu br. mieszkańcy ul. Sosnowej złożyli wniosek – wezwanie do usunięcia naruszenia prawa (dot. uchwały pozwalającej na dzierżawę nieruchomości gminnej na rzecz fundacji „Gwiazdka”). Na wrześniowej sesji rada miasta zadecydowała, aby wezwanie rozpatrzyła właściwa dla sprawy komisja rewizyjna. Komisja ta, jako jedyna wpisana ma w statucie obowiązek podjęcia działań na zlecenie rady – i właśnie tak było w tym przypadku. Jakież było zdziwienie przewodniczącego rady, moje oraz pozostałych radnych, gdy po miesiącu – na październikowej sesji, usłyszeliśmy z ust przewodniczącego komisji rewizyjnej, że komisja odmawia rozpatrzenia tej sprawy! Konsternacja, choć wielka, nie trwała zbyt długo i m.in. na mój wniosek rada ponownie zleciła komisji rewizyjnej zajęcie się wezwaniem. Część dyskusji dostępna w LTV:

Wszystkie powyższe wpadki, przy dobrze funkcjonującej, reprezentatywnej i kompetentnej komisji rewizyjnej, zdarzyć się nie powinny. Stało się inaczej. Błędy oczywiście mogą przytrafić się każdemu, ale pomimo 13 lat doświadczeń w legionowskim samorządzie nie pamiętam, żeby najważniejsza komisja w radzie pozwoliła sobie choćby na jeden podobny do opisanych przypadek.

Dlaczego więc tak się dzieje?

Odpowiedź jest tak oczywista, że aż szkoda o niej ponownie pisać. Ponownie, gdyż w tekście sprzed prawie roku http://leszeksmuniewski.pl/blog/2014/12/18/tort-podzielony/
oceniając wyniki wyborów i sposób podziału władzy wyraziłem swój (jak się okazuje całkiem uzasadniony) niepokój o rozwój wydarzeń: „Cała ta sytuacja, choć absolutnie zgodna z prawem i formalnymi procedurami demokratycznymi, budzi we mnie pewien niesmak i rodzi obawy o przyszłość lokalnej samorządności (…)”

Wybory do sejmu – waga naszego głosu

Najbliższe wybory do parlamentu niewątpliwie wzbudzają wiele emocji wśród samych zainteresowanych, stanowią czas żniw dla branż sondażowych, PR-owych i reklamowych, a ponadto są bardzo kaloryczną pożywką dla mediów. Jednak odnoszę wrażenie, że w tym chaosie propagandowo-informacyjnym, najważniejszy podmiot demokracji                             – czyli sami WYBORCY, mogą poczuć się odrobinę zagubieni.

I nie mam tu wcale na myśli kwestii programowych czy światopoglądowych. Tu każdy z nas, kierując się swoimi obserwacjami, doświadczeniami i przemyśleniami, jest z grubsza w stanie wskazać, do której opcji jest mu najbliżej i na którego kandydata warto postawić (nomen omen) krzyżyk.

Problemem jest brak wewnętrznego przekonania Polaków, że idąc na wybory mają realny wpływ na ich wynik, a oddany przez nich głos, może być głosem decydującym. Potwierdzeniem tej tezy jest wyborcza historia. Śledząc zainteresowanie wyborami na przestrzeni ostatnich 20 lat widzimy, że frekwencja wyborów sejmowych waha się w okolicach 50% (1997 – 48%,   2001 – 49%,  2005 – 40,5%,   2007 – 54%,   2011 – 49%).

Na tle innych krajów demokracji europejskiej, wypadamy więc naprawdę słabo. Było to także widać podczas zeszłorocznych wyborów do europarlamentu, gdzie zajęliśmy 4. miejsce od końca, osiągając wynik 23% przy unijnej średniej 43%. Inną kwestią jest, że nawet w demokracjach ugruntowanych odnotowywany jest systematyczny spadek frekwencji wyborczej. W Wielkiej Brytanii na przykład jeszcze do lat 90-tych do urn chodziło grubo ponad 70%, obecnie wyborami zainteresowanych jest niewiele ponad 60%. Podobnie jest za oceanem. Czyżbyśmy mieli więc do czynienia z kryzysem demokracji?

Jednak nie o przyczynach tego stanu zamierzam pisać, ale o ewentualnych skutkach.

Polska ordynacja wyborcza do podziału władzy w sejmie dopuszcza tylko te partie, które w skali całego kraju przekroczą próg wyborczy 5%, a w przypadku koalicji 8%. Ta zasada jest więc prosta, natomiast zdecydowanie ciekawszy jest mechanizm dalszego podziału mandatów. Przyjmijmy że progi wyborcze przekroczyło 5 partii: A,B,C,D i E. W naszym okręgu wyborczym nr 20 (powiaty podwarszawskie), w którym wybieramy 12 kandydatów do sejmu, rozkład głosów przedstawia się następująco:

Obraz1a

Podział mandatów dokonuje się według metody d’Hondta, czyli głosy oddane na poszczególne listy dzieli się przez kolejne liczby naturalne. Następnie mandaty przyporządkowuje się tym listom, których uzyskane ilorazy są najwyższe. W praktyce wygląda to następująco: liczby głosów uzyskane przez poszczególne komitety dzielimy przez 1, 2, 3, 4 itd. Partie, które uzyskają największe wyniki z tego dzielenia, otrzymują mandaty. W naszym przypadku rozkład mandatów (zielone pola) wygląda następująco:

Obraz1b

Jak widać, lwią część łupu (aż 10 z 12 mandatów) zgarniają po równo partie A i B. Partia C i D otrzymują po jednym mandacie, zaś E obchodzi się smakiem ( A – 5, B – 5, C – 1, D – 1, E – 0).

Na tym etapie ciekawostką może być fakt, że w przypadku takiego samego wyniku kolejnego dzielenia partii B i C (po 26 000), mandat trafia do tej partii, która ma łącznie więcej głosów.

Żeby zobrazować rangę i wagę głosu pojedynczego wyborcy, wprowadźmy drobne zmiany:

WARIANT I – na liderującą partię A oddał głos jeszcze jeden sympatyk (razem 155 997 głosów) – powoduje to wzrost ostatniego ilorazu partii A do 26 000, a wtedy mandaty trafiają odpowiednio:
A – 6 mandatów, B – 4 mandaty, C i D – nadal po jednym, E -0 mandatów

WARIANT II – partia C otrzymuje o jeden głos więcej (razem 52 001), rośnie więc też jej wynik drugiego dzielenia i podział wygląda następująco:
A – 5, B – 4, C – 2, D – 1, E – nadal 0

WARIANT III – dwóch wyborców nie zagłosowało na partię B tylko na E – wtedy układanka mandatowa przybiera nowy kształt:
A – 5, B – 4, C – 1, D – 1, E – 1

To oczywiście tylko niektóre z możliwych kombinacji, do tego zachodzące przy określonych warunkach rozkładu głosów. Patrząc jednak na prognozy wyborcze, założone przeze mnie wyniki mogą być w jakimś stopniu zbliżone do rzeczywistych (przynajmniej jeśli chodzi o rząd wielkości uzyskanych głosów).

Tak więc okazuje się, że w danym okręgu nawet jeden głos może przesądzić o końcowym wyniku wyborów i decydować o zwycięstwie danej listy.

Nie zmarnujmy tego głosu!

Kolejnym etapem jest podział zdobytych mandatów pomiędzy kandydatów na poszczególnych listach. Wyliczenia te nie emocjonują już tak bardzo samych wyborców, natomiast z całą pewnością do czerwoności rozgrzewają nastroje w sztabach wyborczych poszczególnych kandydatów.

Zasada jest prosta – mandat otrzymuje ten, na którego oddano największą liczbę głosów na danej liście. W naszym pierwotnym układzie, mogłoby to wyglądać następująco:

Obraz1c

Jak pokazuje wyborcza statystyka, najwięcej głosów otrzymują kandydaci z pierwszych miejsc i zazwyczaj to właśnie oni zdobywają mandaty. Jednocześnie ich indywidualny wysoki wynik, jak przysłowiowa lokomotywa „ciągnie” całą listę. To z kolei doprowadza do sytuacji, że mandaty często trafiają do tych kandydatów z mocnych list, którzy ogólnie zdobyli dużo mniej głosów, niż ich konkurenci z mniej popularnych partii.

W naszym przypadku lider partii E i vice-lider C, mimo imponującej liczby głosów nie dostaną mandatu, choć ich wynik jest lepszy od wielu pozostałych konkurentów premiowanych mandatami. Zaś jednemu fartownemu kandydatowi z partii A czy liderowi partii D, wystarczyło nawet 10 x mniej zdobytych głosów, żeby odnieść wyborczy sukces. Taką mamy ordynację…

W przedstawionym przykładzie o sukcesie/porażce dwóch kandydatów znów zadecydował zaledwie jeden głos. Gdyby tylko jeden wyborca partii B zamiast zagłosować na kandydata nr 7. wybrał pretendenta z nr 24., to by tego ostatniego z całą pewnością mocno uszczęśliwił. Podobnie jest w przypadku kandydatów nr 1. i nr 2. w partii C.

Zachęcam więc gorąco, żeby pomimo rosnącego zniechęcenia do polityki i samych polityków, wziąć udział w wyborach i oddać swój cenny głos.

Taka okazja trafia się zaledwie raz na cztery lata!

Skorzystajmy więc z możliwości podjęcia decyzji, gdyż przez kolejne 1460 dni to posłowie będą decydować za nas.

Film o Witoldzie Pileckim

Wczoraj miałem wielką przyjemność obejrzeć nową polską produkcję, poświęconą Rotmistrzowi Pileckiemu – jednemu z najokrutniej potraktowanych przez własne państwo bohaterów narodowych ubiegłego stulecia.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że jest to zwykły niskobudżetowy, fabularyzowany film dokumentalny o niezwykłym człowieku.

Jednak w miarę oglądania przekonujemy się, że ten skromny film z ubogą scenografią, bez wachlarza efektów specjalnych, jest niezwykle autentyczny i przykuwający uwagę.

Rotmistrz Pilecki przedstawiony jest nie tylko jako bohater narodowy, który wielokrotnie dla ojczyzny narażał swoje życie, najpierw w wojnie z bolszewikami, potem z Niemcami, by ostatecznie polec, niezłomnie broniąc ukochanej polskości przed opresyjnym aparatem komunistycznym.

Dowiadujemy się także, że był człowiekiem niezwykle wrażliwym, romantycznym (malował obrazy), ale przede wszystkim starał się być dobrym mężem i kochającym ojcem. Autorzy filmu świetnie ukazują, że z jednej strony Pilecki jako bohater, miał odwagę zdobyć się na niewyobrażalny heroizm i poświęcenie życia dla ojczyzny, z drugiej zaś był jednym z nas – Polaków, miał podobne problemy, słabości i rozterki. Odebrałem to jako swoiste przesłanie filmu – nie tylko heroiczni bohaterowie, ale także każdy z nas jest powołany i zobowiązany do świadomego, odpowiedzialnego i pięknego, choć trudnego patriotyzmu.

To tyle, tytułem dość nieudolnej próby oceny samego filmu.

Na uwagę zasługuje jeszcze kilka zaobserwowanych, ciekawych i bardzo nietypowych obrazów z kina:

– Pomimo minionych już dwóch tygodni od premiery filmu, sala była szczelnie wypełniona widzami!
– Żaden z widzów nie umilał sobie oglądania popcornem czy innymi „uprzyjemniaczami”.
– Po zakończeniu filmu wszyscy tkwili w absolutnej ciszy na swoich miejscach, aż do zniknięcia ostatnich napisów (nie pamiętam, kiedy ostatnio byłem świadkiem takiej manifestacji uznania dla obejrzanego filmu – choć w tym wypadku mógł to być raczej szacunek dla głównego bohatera).
– Jak głosiły napisy końcowe, film sfinansowany został z datków ponad 2.000 Polaków, bez udziału środków publicznych… Wszyscy, którzy dołożyli swoją cegiełkę, zostali wymienieni w końcowych napisach.

Odnosząc się do ostatniego, należy wyrazić ubolewanie, że w dobie powszechnego kryzysu wartości, promowanie niekwestionowanych bohaterów narodowych rangi Pileckiego, nie jest wspierane przez państwo, ani przez publiczne media, które o premierze tego wyjątkowego dzieła zgodnie milczały.

Tym, którzy jeszcze nie widzieli, gorąco polecam film Mirosława Krzyszkowskiego „Pilecki”.

Wakacyjne foto-wspomnienia

Nie mam w zwyczaju robienia, a tym bardziej upubliczniania swoich sweet foci, ale podczas tegorocznego urlopu odwiedziłem kilka przepięknych zakątków Polski i chciałbym się tym podzielić. Generalnie zwiedzaliśmy z rodzinką południowe krańce naszego kraju, podziwiając Bieszczady i Tatry, wraz z okolicami.

Oto parę cudownych miejsc i chwil, dość nieudolnie uchwyconych w obiektywie:

DSC01473

DSC01505

DSC01513DSC01639 DSC01721

DSC01709

DSC01836

DSC02367 DSC02380 DSC02381

DSC02402

Wybierzmy Prezydenta RP

Podobnie jak większość Polaków, cieszę się że kampania prezydencka dobiega końca. Zmęczony już jestem medialnym jazgotem, sondażami, analizami, opiniami „ekspertów”, pseudo obiektywnymi komentarzami polityków (także tych lokalnych), całą tą propagandową papką, którą jesteśmy od dwóch tygodni intensywnie karmieni, a która coraz bardziej przypomina PRL-owską indoktrynację.

W chaosie (dez)informacyjnym coraz częściej można zaobserwować, że drugoplanowi bohaterowie tej wyborczej wrzawy – sztabowcy, aktywiści, politycy i ogromna większość mediów, zaniepokojeni zmieniającymi się słupkami poparcia, w swoich poczynaniach stracili kontakt z rzeczywistością. A rzeczywistością jesteśmy my, wyborcy, którzy mamy święte i niezbywalne prawo do własnego zdania i własnych poglądów.

Ponadto my wyborcy, czy się to komuś podoba czy nie, posiadamy także zdolność logicznego myślenia, analizy sytuacji, prawo do własnej interpretacji faktów, czy w końcu umiejętność dostrzegania związków przyczynowo – skutkowych w otaczającym nas mieście, kraju i świecie. Niestety, odnoszę nieodparte wrażenie, że zachowanie większości polityków i dalekie od obiektywizmu przekazy mediów, próbują za wszelką cenę uśpić nasz obywatelski wewnętrzny głos rozsądku, a jednocześnie narzucić swoją narrację jako jedynie słuszną.

Jednak my Polacy nie lubimy być manipulowani. Może dlatego, że jesteśmy narodem z natury przekornym. Dowodem tego może być niesamowita popularność filmu związanego z wyborami, opublikowanego na FB przez Wojciecha Cejrowskiego – człowieka który z niejednego pieca chleb jadł i niejedno widział. Filmik osobliwego podróżnika, katola (jak sam o sobie mówi) i zdeklarowanego patrioty, w ciągu zaledwie kilkudziesięciu godzin obejrzało 3 000 000 widzów (10% wszystkich wyborców!!!).

Wojciech Cejrowski, który nie boi się zabierać głosu w kontrowersyjnych sprawach, który zazwyczaj dużo ma do powiedzenia, który umie mówić ostro, celnie i barwnie, tym razem nie wypowiada w filmiku ani jednego słowa. Lecz patrząc na bezprecedensowe zainteresowanie filmem, to jego milczenie jest głosem wielu Polaków.

https://pl-pl.facebook.com/Wojciech.Cejrowski

Życzę Państwu, żeby pomimo sączonej zewsząd agresywnej propagandy, niedzielne wybory Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej były dla Państwa prawdziwym świętem demokracji.

 

Legionowo nie porusza…

Dotychczas zwykle komentowałem i opisywałem zdarzenia, które zaistniały w naszym mieście. Dziś, w 80. rocznicę śmierci patrona Legionowa nie bardzo jest co komentować, gdyż nasze miasto w ogóle „nie poruszyło” tematu Józefa Piłsudskiego. Pomimo że od 1934 r. to właśnie jego imię nosi główna ulica naszego miasta (w PRL-u przemianowana na ul. PZPR – dla młodszych czytelników wyjaśniam skrót – Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej – ówcześnie przewodniej siły narodu).

Już sama nazwa naszego miasta kojarzy się nieodzownie z Legionami Piłsudskiego. Marszałek, jako symbol patriotyzmu i niezłomności, a jednocześnie niepisany patron naszego miasta, zapraszany już był niejednokrotnie do uświetnienia miejskich uroczystości, jak choćby ta:

Pojawił się także w samorządowej kampanii wyborczej, „wspierając” kandydaturę prezydenta Smogorzewskiego

W kontekście przedstawionych „wizyt” kopii marszałka w Legionowie zarówno w związku z obchodami uroczystości patriotycznych, jak również ostatniej wizyty na osobiste zaproszenie najważniejszego mieszkańca, uważam że winniśmy przypominać sobie o nim nie tylko okazjonalnie, ale jako Polacy i legionowianie mamy moralny obowiązek stale okazywać mu należną cześć i szacunek.

Niestety, w 80. rocznicę śmierci Józefa Piłsudskiego Legionowo zapomniało o swoim bohaterze… Na stronach urzędowych nie ma o nim nawet wzmianki, choć dowiemy się o wielu innych, mniej lub bardziej ciekawych wydarzeniach: piknikach, turniejach, konkursach, zawodach, promocjach, kabaretach, etc. Szkoda, tym bardziej że wiele miast zdecydowało się uczcić pamięć człowieka, który wywalczył Polsce wolność i chwilę później uratował europę zachodnią przed zalewem bolszewizmu.

Zabrakło mi choćby symbolicznego wspomnienia o jego dorobku, sukcesach, patriotycznych ideach, ale przede wszystkim o jego wielkim umiłowaniu do Polski. W kontekście narastających zapędów imperialnych Rosji, obecnej sytuacji na Ukrainie, trwającej kampanii prezydenckiej i towarzyszącemu jej jazgotowi medialnemu, przypomnienie tych wartości wydaje się nabierać szczególnego znaczenia i jest niezwykle potrzebne dla zachowania wyraźnego i stałego punktu odniesienia oraz dystansu do rozpolitykowanej rzeczywistości.

Niestety, to nie jest pierwszy raz kiedy urząd „nie porusza” ważnych dla obywateli, choć być może obecnie niewygodnych i niemodnych wątków, dotyczących autentycznego patriotyzmu. Podobnie było 1-go marca br. z obchodami Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”, gdzie na urzędowych stronach nie pojawiła się żadna informacja o 2. Marszu Pamięci – oddolnej inicjatywie młodych patriotów. I choć prezydent tym razem na marszu się pojawił (rok wcześniej go nie było, a jedynym reprezentantem „władzy” była moja skromna osoba), to zaangażowanie miasta było zerowe, nie licząc towarzyszącego patrolu Straży Miejskiej.

Kolejnym całkowicie przemilczanym przez urząd i legionowskie media wydarzeniem był niedawny, przepiękny koncert poświęcony także „żołnierzom wyklętym” zorganizowany w sali widowiskowej urzędu 23 kwietnia. Wybitny aktor Jerzy Zelnik oraz dwóch muzyków Leszek Czajkowski, Paweł Piekarczyk przez niemal dwie godziny raczyli nielicznie przybyłych przepiękną muzyką i autentycznymi świadectwami żołnierzy niezłomnych wyśpiewanymi w piosenkach „Podziemna Armia Powraca”. Była to prawdziwa lekcja polskiej historii podana w niezwykle atrakcyjnej, muzycznej formie. Jedyna wzmianka o tym wydarzeniu pojawiła się w mediach z sąsiedniego powiatu:
http://nowodworski24.pl/legionowo-podziemna-armia-powraca/

Należy więc z pewną zadumą i smutkiem skonstatować, że choć Legionowo z całą pewnością porusza sportowo, piknikowo, (pseudo)kulturalnie, bankowo, handlowo, inwestycyjnie-kinowo, mieszkalno-zagęszczeniowo, to zagadnień dotyczących ponadczasowych wartości i dojrzałego patriotyzmu woli nie poruszać.

DOPISANE 20.05.2015r.

Kolejny dowód niepokojących trendów prezentowanych przez urząd, to całkowicie przemilczana uroczystość obchodów 114. lecia urodzin jednego z najbardziej znanych niezłomnych żołnierzy – rotmistrza Witolda Pileckiego.

http://gazetapowiatowa.pl/wiadomosci/legionowo/legionowo-uczcili-pamiec-witolda-pileckiego-rotmistrza-wojska-polskiego/

Wprawdzie na obchodach pojawił się przedstawiciel władzy, ale na stronie urzędu i w zaproszeniach nie było i nie ma ani słowa o uroczystościach. Za to z pewnością jest wielu mieszkańców, którzy chętnie wspólnie uczciliby pamięć bohatera narodowego, ale niestety nie wiedzieli. Szkoda…