Archiwa kategorii: po wyborach

Komisja rewizyjna

Opuściłem komisję rewizyjną – kilka słów wyjaśnień.

Podział władzy w Polsce, podobnie jak w wielu innych współczesnych państwach jest trójsegmentowy. Władzę ustawodawczą sprawują sejm i senat, wykonawczą – premier, ministrowie, prezydent, wojewodowie, centralne organy administracji, sądowniczą zaś stanowią sądy, prokuratura, NIK, Trybunał Konstytucyjny.

Taką koncepcję organizacji władzy promował w połowie XVIII w. francuski filozof i prawnik Monteskiusz.  W swoim dziele „O duchu praw” stwierdził, że sam fakt posiadania władzy powoduje skłonność do jej nadużycia, wypaczeń i łamania praw obywatelskich. Dowodził jednocześnie, że gwarancją i zabezpieczeniem interesu obywateli powinno być rozdzielenie władzy pomiędzy organy, które wobec siebie zachowują odrębność i niezależność, a przy tym są wzajemnie uzupełniające i nawzajem się kontrolujące.

Oto krótki cytat z jego dzieła:

„Kiedy w jednej i tej samej osobie lub w jednym i tym samym ciele władza prawodawcza zespolona jest z wykonawczą, nie ma wolności, ponieważ można się lękać, aby ten sam monarcha albo ten sam senat nie stanowił tyrańskich praw, które będzie tyrańsko wykonywał. Nie ma również wolności, jeśli władza sądowa nie jest oddzielona od władzy prawodawczej i wykonawczej. Gdyby była połączona z władzą prawodawczą, władza nad życiem i wolnością obywateli byłaby dowolną, sędzia bowiem byłby prawodawcą. Gdyby była połączona z władzą wykonawczą, sędzia mógłby mieć siłę ciemiężyciela”.

W samorządzie gminnym podział jest podobny, z tą różnicą, że nie ma wyraźnie wyodrębnionego podmiotu odpowiedzialnego za funkcję kontrolną. Organem wykonawczym jest wójt (prezydent), a organ stanowiący czyli rada, realizuje zadania zarówno uchwałodawcze, jak i kontrolne.  Rada  ma obowiązek kontrolować działalność wójta, gminnych jednostek organizacyjnych oraz jednostek pomocniczych gminy (których nota bene w Legionowie nie ma i prędko nie będzie, gdyż rządzący radni nie zgodzili na wprowadzenie stosownych zmian w statucie). W celu właściwej realizacji obowiązków kontrolnych rada zobligowana jest do powołania komisji rewizyjnej.

Mając na względzie rangę tej komisji, ustawodawca określił także zasadę doboru jej składu, który powinien zapewnić maksymalny obiektywizm i bezstronność. Ustawa mówi, że „w skład komisji rewizyjnej wchodzą radni, w tym przedstawiciele wszystkich klubów, z wyjątkiem radnych pełniących funkcje przewodniczącego i wiceprzewodniczącego”. W wielu gminach w dojrzałych lokalnych demokracjach, rada powierza komisję rewizyjną radnym nie należącym do obozu władzy. Takie działanie  wydaje się jak najbardziej słuszne, gdyż zgodnie z logiką i zasadą nemo iudex in sua causa – nikt nie może być sędzią we własnej sprawie.

W Legionowie dotychczas także funkcjonowała ta zasada. Ostatnie kadencje, podczas których przewodniczącym komisji rewizyjnej był przedstawiciel klubu nie związanego bezpośrednio z prezydentem dowiodły, że takie rozwiązanie dobrze służyło wszystkim – mieszkańcom,  radzie jak i samemu prezydentowi. W tej kadencji rządzący radni prezydenta powierzyli kierowanie najważniejszej komisji (ale także wszystkich pozostałych) klubowemu koledze, posiadając jednocześnie w niej demokratyczną większość. Drugi co do wielkości klub nawet nie zgłosił członka do prac w tej komisji.

Czy zatem powstała sytuacja gwarantowała prawidłowe i obiektywne sprawowanie funkcji kontrolnej tego ciała? Czy może mieliśmy do czynienia z iluzją i blichtrem władzy? Z całą pewnością taki status komisji był nienaturalny, a moja rola jako członka tej komisji – złudna.  W ponad 20-letniej karierze zawodowej przyzwyczaiłem się do podejmowania decyzji, za które biorę odpowiedzialność i ponoszę ich konsekwencje. Praca w komisji nie gwarantowała możliwości reprezentowania mieszkańców zgodnie z ich i moimi oczekiwaniami, stąd decyzja o jej opuszczeniu.

 

Tort podzielony!

Druga sesja Rady Miasta Legionowo właśnie przeszła do historii.

Czy będziemy wracać do podjętych na niej decyzji z sentymentem i wdzięcznością, czy raczej spuścimy wymowną zasłonę milczenia – czas pokaże. Pewne jest jedno – znamy już zwycięzców w wyścigu o fotele przewodniczących stałych komisji Rady Miasta. To niżej wymienieni nadawać będą ton i tempo prac, oraz wytyczać kierunek działań swoich komisji, dzierżąc dumnie ich ster.

Zaszczytu dostąpili:

Andrzej Piętka – komisja oświaty, kultury i sportu
Mirosław Pachulski – komisja rozwoju
Anna Łaniewska – komisja zdrowia, bezpieczeństwa i spraw społecznych
Artur Żuchowski – komisja budżetu
Kazimierz Zieliński – komisja rewizyjna

Zapomniałem dopisać z jakiego ugrupowania startowali do Rady Miasta poszczególni przewodniczący, ale jak się okazuje, tu sprawa jest dość prosta. Wszyscy reprezentują KWW Prezydenta Romana Smogorzewskiego. Podobnie jest z ich zastępcami (odpowiednio: Marta Bogucka – Frańczak, Jacek Zawada i Agata Zaklika) – oni także reprezentują barwy prezydenckie. Zaskakującym wyjątkiem jest Paweł Głażewski (Nasze Miasto Nasze Sprawy), któremu w całej tej układance przypadła funkcja zastępcy przewodniczącego komisji budżetu. W komisji rewizyjnej wybór vice szefa nastąpi 22-go grudnia na jej pierwszym posiedzeniu.

Analizując powyższe dobitnie widać, że całą władzę w Radzie Miasta zagarnęło ugrupowanie prezydenckie i nie zamierza się nią pod żadnym pozorem (a nawet dla pozorów) dzielić. Przypomnę jedynie dla porządku, że 3 osoby wybrane na pierwszej sesji do prezydium rady reprezentują ten sam klub. Mamy więc sytuację, w której zwycięzca zebrał wszystko, gdyż na 8 prestiżowych funkcji (prezydium i komisje) wszystkie są w jednych rękach. Pamiętajmy, że pominięty przy rozdziale zaszczytów, a drugi co do wielkości klub ma w radzie aż 6 radnych!

Cała ta sytuacja, choć absolutnie zgodna z prawem i formalnymi procedurami demokratycznymi, budzi we mnie pewien niesmak i rodzi obawy o przyszłość lokalnej samorządności, gdyż niepokojąco zniekształca ducha i wykoślawia idee demokracji. Wisienką na „sprawiedliwie podzielonym” torcie tej powyborczej układanki jest fakt, że Mirosław Pachulski po raz kolejny łączy w jednej osobie funkcję zastępcy przewodniczącego rady oraz przewodniczącego komisji. Niestety, moja publiczna krytyka takiego rozwiązania nie skłoniła większości (tym bardziej samego zainteresowanego) do refleksji. Widać, iż apetyt rośnie w Mirku zgodnie ze znaną regułą…

Winien jestem jeszcze informację o okolicznościach, jakie towarzyszyły wyborom przewodniczących. Czy była jakaś alternatywa? Otóż tak. Były inne propozycje na przewodniczących: w komisji oświaty – Małgorzata Luzak, w komisji rozwoju zaproponowano mnie. Jaki los spotkał te dwie kandydatury? Odpowiedź jest chyba oczywista – zostały rozjechane walcem demokracji w legionowskim wydaniu.

Pomimo coraz uporczywiej powracającego niepokoju o przyszłą jakość rządów w Legionowie, wszystkim nowym (i „starym”) przewodniczącym gratuluję wyboru i życzę mądrych i trafnych decyzji, dużej dozy empatii, zrozumienia i cierpliwości w rozwiązywaniu problemów, pokory w kierowaniu komisjami oraz ciężkiej ale i owocnej pracy na rzecz naszego miasta i mieszkańców.

Wyniki wyborów – Rada Miasta

Pierwotnie cały temat miałem poświęcić kampanii wyborczej, jaka przetoczyła się (dość leniwie) przez Legionowo, ale jaka była, każdy widział… – jednostronna, przez co tendencyjna i nudna, więc i nie bardzo jest tu o czym pisać.

Skupię się więc na wynikach tegorocznych politycznych szranków.

Trzeba przyznać że KWW Prezydenta Romana Smogorzewskiego (KWW PRS), lokując ostatecznie 15 radnych w ratuszu odniósł sukces. To niewątpliwe zwycięstwo samego patrona komitetu jak i całego sztabu, żeby po całej kadencji rządów koalicji PO i PS ponownie zdobyć taki sam wynik. Olbrzymia przewaga w radzie miasta pozwoli na samodzielne rządy przez najbliższe 4 lata. I jak widać po pierwszych decyzjach (kilka dni temu wybrano prezydium rady w skład którego weszli jedynie przedstawiciele KWW PRS) zdobytą władzą nawet nie zamierzają się dzielić. Dla porządku dodam, że komitet ten wystawiał kandydatów w 19 okręgach (z 23 możliwych).

Drugim graczem w nowej radzie jest KWW Nasze Miasto Nasze Sprawy (KWW NMNS), który zdobył 6 mandatów, choć wystawił kandydatów w 16 okręgach. Poprzednio byli reprezentowani przez 5 radnych, więc fakt zwiększenia stanu posiadania należy uznać za sukces. Jak ten wynik przełoży się na pozycję klubu w radzie oraz jaką rolę odegra on w lokalnej polityce przez najbliższe lata, trudno przewidzieć. Z całą pewnością dużą wyborczą niespodzianką było wyeliminowanie przez Dariusza Błaszkowskiego byłego wiceprzewodniczącego rady Ryszarda Brańskiego (KWW PRS).

Wielkim przegranym tych wyborów okazał się legionowski PIS. Z trudem wystawili kandydatów w jedynie 14 okręgach, zdobywając zaledwie jeden mandat. Przez własne niedbalstwo i niechlujstwo (podstawowe błędy na kartach podpisów poparcia, które można było skorygować w kilka minut) kolejnych kilku zgłoszonych kandydatów zostało odrzuconych. Za zgłoszenie kandydatów odpowiadał sam lider Kazimierz Płaciszewski, który w swoim okręgu także poniósł sromotną wyborczą porażkę. Osobiście brak mi będzie pana Zdzisława Korysia i jego niezwykle celnych, inteligentnie zawoalowanych uwag i przemyśleń.

Ostatni już 23. mandat mieszkańcy Legionowa powierzyli mi. A że o sobie nie wypada zbyt wiele pisać, to wspomnę jedynie, że jestem pierwszym w historii legionowskiej samorządności radnym, który zwyciężył startując z własnego jednoosobowego komitetu wyborczego.

Warto też wspomnieć o wynikach tych kandydatów, którzy próbowali swych sił indywidualnie, bądź w ramach mniejszych lokalnych komitetów. Bardzo wysokie poparcie zanotowali: Konstantynowicz Łukasz z KWW Młodzi dla Legionowa (312, czyli 38% głosów), Robert Szymański z KWW Etyka i Prawo (259, czyli 34 % głosów), Marek Banak z KWW Nasze Legionowo (280, 34%), Pawłowski Artur z KWW Kotwa (213, 32%), Julita Baczyńska (217, 21%) i Jacek Kaca (203, 20%), oboje startujący z własnych komitetów.

Rada Miasta – mała liczba komitetów i kandydatów cd.

Z legionowską inicjatywą społeczną, jest gorzej niż myślałem…

Powyżej przedstawiam zebrane ze stron PKW informacje na temat liczby kandydatów do wybranych samorządów w miastach będących (podobnie jak Legionowo) siedzibami powiatów. Ograniczyłem się jedynie do Mazowsza i tylko do tych gmin, w których rada miejska liczy sobie minimum 21 radnych.

Wyniki pochodzą z niemal połowy miast powiatowych województwa mazowieckiego porównywalnych z Legionowem. Dokonując nawet pobieżnej ich oceny należy ze smutkiem skonstatować, że w Legionowie duch aktywności społecznej został uśpiony (żeby nie powiedzieć zgaszony). Jesteśmy na ostatnim miejscu i wyraźnie odstajemy od pozostałych.

Jak to się mogło stać, że miasto stawiające na edukację, aspirujące do najszybciej rozwijających się i najlepiej zarządzanych, nie zrodziło spośród swoich obywateli więcej ludzi, gotowych wziąć odpowiedzialność za jego przyszłość? Odpowiedź nie jest prosta, ale myślę, że wszyscy którym Legionowo nie jest obojętne, powinni się nad nią zastanowić i wyciągnąć wnioski.

 

Rada Miasta – mała liczba komitetów i kandydatów

Z wolna opada już kurz wyborczy w Legionowie, więc można pokusić się o podsumowanie tego, czego przez ostatni miesiąc byliśmy świadkami.

Nowy kodeks wyborczy, według którego odbywały się wybory do rady miasta, wprowadził po raz pierwszy jednomandatowe okręgi wyborcze. Przy ustalaniu wyników wyborów mandat trafia więc bezpośrednio do kandydata, który zdobył największą liczbę głosów (bez względu na to, jaki wynik osiągnął jego komitet wyborczy oraz pozostałe komitety w tym i innych okręgach). Cechą charakterystyczną nowej ordynacji jest więc prostota rozwiązań, przejrzysty i transparentny proces wyłaniania zwycięzców, a przede wszystkim możliwość wyboru konkretnego kandydata, a nie jak dotychczas – zamkniętych list wyborczych czy partii.

Nowe zasady dają więc szansę startu osobom niezależnym, które nie zamierzają startować do wyborów pod szyldem innych. Dodatkową zachętą dla takich kandydatów są stosunkowo niskie wymagania dotyczące rejestracji indywidualnego komitetu wyborczego, wystarczy do tego bowiem (oprócz przygotowania i złożenia stosownych dokumentów) inicjatywa 5 mieszkańców. Następnie, w celu skutecznego zgłoszenia kandydata na radnego, należy zebrać zaledwie 25 podpisów pod listą z jego kandydaturą.

Pomimo tego, w ponad 50-tysięcznym Legionowie zaledwie kilka osób zdecydowało się na założenie własnego komitetu (Julita Baczyńska, Jacek Kaca, Artur Pieńkowski i ja). Jestem przekonany, że w naszym mieście jest dużo więcej osób znanych i uznanych, które mogłyby godnie reprezentować swoich sąsiadów w radzie miasta, bez konieczności kandydowania pod szyldem dużych ugrupowań.

Warto też zwrócić uwagę na niewielkie lokalne komitety, które pojawiły się w tych wyborach, m.in.: Etyka i Prawo, Kotwa, Republikanie Legionowo, Młodzi dla Legionowa, Nasze Legionowo. Niektóre z nich próbowały swoich sił już po raz kolejny, inne zaś dopiero raczkowały. Pomimo że nie zdobyły one żadnego mandatu w radzie miasta, ich rola jest niezwykle istotna, gdyż w większości impuls do ich powstania pochodzi od samych mieszkańców, a więc jako tzw. inicjatywa oddolna stanowi istotę demokracji lokalnej. Dlatego uważam, że w trosce o przyszłość samorządu, należy tego typu działania intensywnie wspierać.

Zaskoczyła mnie także bardzo mała liczba zgłoszonych kandydatów na radnych przez poszczególne duże komitety. I jeśli w przypadku komitetu prezydenckiego (19 kandydatów) i KWW Nasze Miasto Nasze Sprawy (16 kandydatów) jestem to sobie w stanie jakoś logicznie (bądź politycznie) wytłumaczyć, to absolutnie niezrozumiałe dla mnie jest wystawienie przez opozycyjny do obecnej władzy legionowski PIS jedynie 14 kandydatów. Okraszę tę wiadomość jeszcze ciekawym, acz mało znanym faktem, że w ustawowym terminie było ich zaledwie 11 i gdyby nie czysty przypadek (w kilku okręgach przedłużono termin zgłaszania kandydatów, gdyż pierwotnie był zgłoszony zaledwie jeden), to PIS nie mógłby nawet zgłosić kandydata na prezydenta (sic!).

Statystyka jest jednak dość smutna – w Legionowie niepokojąco mało osób kandydowało w wyborach do rady miasta. Średnio w całym mieście o jeden mandat walczyło niewiele ponad 3 kandydatów, podczas gdy w innych gminach (Wołomin, Pułtusk, Pruszków) wskaźnik liczby kandydujących osób był o wiele wyższy. Czyżby brakowało nam więc ludzi uczciwych i wartościowych, którzy mają chęć i odwagę wziąć na siebie ciężar odpowiedzialności za losy miasta? Z pewnością nie! W takim razie, co zawiodło?

Jednomandatowe okręgi wyborcze miały w założeniu wnieść nową jakość do lokalnej samorządności, zachęcić ludzi do aktywności społecznej, obudzić ducha obywatelskiego, zwiększyć wpływ mieszkańców na kreowanie rzeczywistości i tworzenie wspólnoty, jednak w przypadku Legionowa tak się nie stało i zamiast oczekiwanego rozkwitu demokracji mamy jej lekko więdnącą odmianę…

cdn.

Mniej niż zero

– taki (niezbyt wyszukany) komentarz nasunął mi się po przeczytaniu na jednym z portali społecznościowych poniższego tekstu, odnoszącego się do jednego z legionowskich tygodników: „Dziennikarstwo życzeniowe (…)Redakcja opublikowała tzw. Listę Kozery (to taki miejscowy „Michnik”, bo obaj tworzyli swoje gazety w tym samym okresie). Lista zwierała nazwiska kandydatów na radnych na których warto według wydawcy gazety głosować. Nikt z tej listy się prawie nie dostał do Rady Miasta i znów żadnej refleksji   w kolejnym wydaniu. Lista nosi już ksywę „wykluczonych”. (…)”.

Z dwóch powodów zainteresowałem się tym wpisem:
primo – moje nazwisko pojawiło się na opisywanej liście (pomimo że o to nie zabiegałem),
secundo – autor cytowanego tekstu również znalazł się na pewnej liście (z własnego wyboru).
Dla wyjaśnienia dodam iż była to lista kandydatów do Rady Powiatu z pewnego lokalnego stowarzyszenia.

A teraz garstka konkretów, które skłoniły mnie do użycia takiego a nie innego tytułu.

Otóż „lista Kozery” vel „wykluczonych” zawierała 23 nazwiska, z których 4 znalazły się Radzie Miasta. Skuteczność może nie imponująca, ale w przybliżeniu wynosząca 17,5 %.
Przyjrzyjmy się zatem drugiej liście – spośród 12 nazwisk kandydujących, do Rady Powiatu dostaje się 1 (słownie jedna) osoba, nota bene autor cytowanego wpisu. Skuteczność na poziomie 8,5 %.

Jeśli więc komentując oba wyniki wyborcze przyjąć za punkt odniesienia określenie „prawie nikt” dla owych 17,5%, to jak nazwać wynik z drugiego przykładu? Długo się zastanawiałem, szukałem w polszczyźnie choć odrobinę adekwatnego określenia, i nic… nic lepszego do głowy mi nie przyszło.

W tym wypadku chyba powinienem się podpisać jako

wykluczony 😉