Archiwa kategorii: na bieżąco

Podziękowanie

Szanowni Państwo!

Chciałbym gorąco podziękować wszystkim, którzy wzięli udział w wyborach i oddali na mnie swój głos.

Wasza życzliwość oraz olbrzymie zaufanie, jakim mnie obdarzyliście, są szczególnym wyróżnieniem, które przyjmuję z wdzięcznością i pokorą. Możliwość reprezentowania Państwa w Radzie Powiatu Legionowskiego traktuję jako wielki honor i zaszczyt, ale przede wszystkim jako zobowiązanie oraz mobilizację do dalszej pracy na rzecz lokalnej społeczności.

Pragnę zapewnić, że obowiązki radnego będę sprawował rzetelnie i uczciwie, reprezentując najlepiej jak potrafię interes Legionowa oraz mieszkańców naszego miasta i całego powiatu.

Jednocześnie chciałbym zaprosić i zachęcić wszystkich Państwa do współpracy poprzez osobiste spotkania oraz kontakt mailowy: smuniewski@o2.pl

Minister w Legionowie

Jestem głęboko przekonany, że trwający właśnie tydzień przejdzie do historii Legionowa. I to wcale nie za sprawą niedzielnych wyborów (choć ich wyniki będą niezwykle istotne), ale ze względu na dwa niezwykle ważne dla miasta i mieszkańców wydarzenia. Miałem przyjemność uczestniczyć w obu, więc krótko je przedstawię.

SZPITAL

W poniedziałek podczas briefingu prasowego na terenie Wojskowej Przychodni Specjalistycznej na Piaskach, legionowianin – Minister Obrony Narodowej Mariusz Błaszczak, ogłosił decyzję o budowie szpitala w Legionowie. Będzie on filią Wojskowego Instytutu Medycznego (szpitala na Szaserów). Na wiosnę przyszłego roku ma rozpocząć się budowa, obecnie trwają prace projektowe. Szpital przeznaczony będzie na 90 łóżek, łącznie na 5-6 oddziałach, w tym m.in. kardiologii i chirurgii. Jest bardzo prawdopodobne, że będzie także oddział ginekologiczno – położniczy. Zakończenie robót przewidywane jest na rok 2022.

STRAŻNICA

Drugim wydarzeniem było podpisanie i wmurowanie aktu erekcyjnego pod budowę nowej siedziby dla legionowskich strażaków. Uroczystość ta również odbyła się z udziałem ministra Mariusza Błaszczaka, który jako ówczesny Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji był współautorem ustawy modernizacyjnej dla służb podległych MSWiA. Dzięki tej ustawie i przewidzianym w budżecie państwa środkom na jej realizację, już za półtora roku (na wiosnę 2020 r.) legionowscy strażacy stacjonować będą w nowoczesnej i funkcjonalnej strażnicy.

Oba przedsięwzięcia wychodzą naprzeciw od lat artykułowanym potrzebom lokalnej społeczności. Szpital w Legionowie urósł już niemal do rangi symbolu. Od dziesiątek lat wyczekiwany przez całe pokolenia legionowian, wielokrotnie był kartą przetargową w dyskusji o potrzebach miasta i powiatu, obiektem wielu inicjatyw i spekulacji, czy niespełnionym hasłem wyborczym. Zawsze stanowił jednak obiekt marzeń tysięcy legionowian, realną potrzebę służącą życiu i zdrowiu naszemu i naszych najbliższych. Zobowiązanie ministra Błaszczaka dotyczące rozpoczęcia budowy szpitala, burzy szklany sufit niemocy dotychczasowych lokalnych władz, oraz rozbudza nadzieje mieszkańców na poprawę dostępności szpitalnych świadczeń medycznych  oraz znaczący wzrost poczucia bezpieczeństwa.

Podobnie jest z budową strażnicy Komendy Powiatowej i Jednostki Ratowniczo – Gaśniczej Państwowej Straży Pożarnej w Legionowie. O potrzebie rozpoczęcia tej inwestycji wielokrotnie zabierano głos w dyskusji publicznej – niestety bez żadnych rezultatów. Dopiero realne wsparcie ze strony Ministerstwa SWiA oraz środki pochodzące z budżetu państwa, pozwoliły na urzeczywistnienie  marzeń i oczekiwań kilku pokoleń legionowskich strażaków. Zarówno strażnica, jak i szpital, służyć będą przez kolejne dziesiątki lat lokalnej społeczności, istotnie podnosząc stan bezpieczeństwa i komfort życia mieszkańców miasta i powiatu legionowskiego.

Podobnie jest z rozbudową odcinka drogi krajowej DK 61 przebiegającego przez Legionowo. Przez szereg lat niewiele się działo – były tylko spotkania, dyskusje, konsultacje  i czcze obietnice oraz zdjęcia promujące lokalnych kacyków – dyskutantów. Tylko ktoś wyjątkowo opornie analizujący rzeczywistość będzie negował oczywiste fakty, że wymienione kluczowe dla miasta i długo oczekiwane inwestycje są efektem zabiegów i starań na najwyższych szczeblach władzy i były możliwe przede wszystkim dzięki przychylności i determinacji polityków sprzyjających naszemu miastu. W przeciwieństwie do swoich wiel(c)e obiecujących poprzedników – obecni, jak widać, wolą robić niż mówić.

Zapewne za chwilę posypią się zarzuty przeciwników, że to co się dzieje w Legionowie, to tylko i wyłącznie efekt trwającej kampanii przedwyborczej, swoista PIS-owska przedwyborcza mistyfikacja. Jednak to coraz bardziej rozpaczliwe zawodzenie,bez względu nawet na wynik najbliższych wyborów samorządowych, nie zatrzyma już rozpoczętych prac nad szpitalem, strażnicą czy DK 61. A tak na marginesie, jeśli każda kampania wyborcza miałaby dla Legionowa przynosić tyle pozytywnych rezultatów, to życzę sobie i Państwu jak najczęstszych takich okazji.

 

Przedwyborcza kompromitacja prezydenta

45 lat temu Amerykanie żyli głośną na cały świat aferą „Watergate”, pogrążającą prezydenta USA Richarda Nixona za nielegalne i bulwersujące praktyki polityczne. Legionowo od kilku dni jest w centrum krajowego zainteresowania ze względu na własną aferę – hańbiącą konwencję wyborczą prezydenta. Nasz niechlubny bohater piastujący publiczne stanowisko, prowadząc w miejscu publicznym (do tego  zbudowanym za publiczne pieniądze) publiczną prezentację swoich kandydatów na publiczne funkcje radnych, sprawił, że niektórzy poczuli się jak w domu … niestety też na „p”.

Blamaż Smogorzewskiego został wyjątkowo mocno nagłośniony przez wszystkie krajowe media, a samo gorszące zachowanie zostało solidarnie skrytykowane przez absolutnie wszystkie ośrodki polityczne, dziennikarskie i opiniotwórcze. Szczególnie gorzko musiały zabrzmieć słowa totalnej krytyki skierowane przez własne środowisko (PO)lityczne, które to chcąc się wyraźnie odciąć od kompromitującej sytuacji, nie szczędziło przygan i łajania swojemu wieloletniemu i zasłużonemu działaczowi. Nie pomogły zasługi oddane w kampanii Bronka K., czy głośne polityczne „Nie dla MegaWarszawy”.

Oprócz wielu szeroko komentowanych obleśnych, grubiańskich i świntuszących wypowiedzi prezydenta pod adresem kobiet, możemy także bez trudu dopatrzeć się podłego i prostackiego poczucia humoru naszego antybohatera. Czymże innym jest bowiem nazwanie najstarszego stażem legionowskiego samorządowca „JESZCZE żywą legendą” czy tekst pod adresem habilitowanego doktora „kto Ci Emil dał na imię?”.

Trzeba jednak przyznać, że nasz upojony euforyczną atmosferą rychłego zwycięstwa (lub czym innym – nie wiem, nie byłem)  lokalny kacyk, oprócz plugawego traktowania własnych współpracowników, wykazuje także absolutny brak szacunku dla głównego konkurenta, mieszając z błotem jego pomysły na Legionowo jak i cały program wyborczy.  Jednak także ten punkt swojej konwencji Smogorzewski rozkłada koncertowo, gdyż obnaża własne problemy z pamięcią. Krytykuje m.in. deklarowaną przez Kalinowskiego budowę szpitala w Legionowie dowodząc, że nie jest to zadanie gminy. Otóż głównym hasłem wyborczym Smogorzewskiego sprzed 8 lat było co? – właśnie szpital!

Zaskakująca jest też prezentowana linia obrony. Dowiadujemy się bowiem z wiernych stron gazet i oddanych portali, że w stosunku do niewinnego, zahukanego i biednego prezydenta zastosowano podłe, propagandowe metody tj.: medialną napaść, nagonkę i czarny pijar. A zapytam – skąd to zdziwienie? Wszak te same metody  stosował urzędowy aparat z powodzeniem i bez skrupułów przez całe lata. Skruszonej dziś władzy, przy wydawaniu „Miejscowej”, dotychczas nie przeszkadzało permanentne szkalowanie opozycji, cytowanie wybiórcze wypowiedzi, wyrywanie z kontekstu, dyskredytowanie i ośmieszanie oponentów. I to wszystko (o ironio) za pieniądze podatnika. Tak więc, kto mieczem wojuje … o pardon –  grabcową szabelką wymachuje, ten i się skaleczyć może.

I jeszcze jedna ciekawa kwestia. W wielu przekazach medialnych mogliśmy usłyszeć, że nagrania z kompromitującej konwencji „wyciekły” do Internetu. Otóż nic bardziej mylnego – niemal 2-godzinne nagranie z tego niezwykłego i zaskakującego widowiska, zostało czym prędzej opublikowane na profilu sprzyjającej, uległej i podległej władzom miasta LTV, zapewne jako dzieło wiekopomne i powód do wyjątkowej dumy z bossa. Czego to dowodzi? Środowisko prezydenta nie dostrzega nic nieodpowiedniego w takim zachowaniu. Przywykłe do poniżających i grubiańskich żartów, związane na trwałe zależnościami personalno-biznesowo-lokalnymi, ochoczo rechocze wtórując pysznemu wodzowi. A pycha tuż przed upadkiem kroczy …

Przytoczona na wstępie Watergate doprowadziła do ustąpienia skompromitowanego Richarda Nixona ze stanowiska prezydenta USA. Czym zakończy się afera z udziałem legionowskiego prezydenta – niebawem się przekonamy.

Przywrócić normalność w samorządzie

Legionowo, po ponad 16-letnim okresie sprawowania monowładzy (czy, jak kto woli –  rządów totalnej koalicji), jest doskonałym przykładem postępującej degeneracji i upadku idei samorządności. Obecny prezydent, którego (o ironio) głównym hasłem wyborczym w momencie obejmowania władzy było „rozbicie rządzącego układu”, sam stworzył patologiczną rzeczywistość, opartą na gęstej sitwie lokalnych zależności i toksycznych powiązaniach władzy z biznesem, czego dowodem są niejasne okoliczności nabywania gruntów i lokali czy czerpanie horrendalnych zysków z obrotu nieruchomościami.

Innym objawem choroby toczącej legionowski samorząd jest niemal całkowite zdominowanie rady miasta przez urzędującego prezydenta. Przez znaczną większość mijającej kadencji na 23 radnych, aż 20 stanowiło jego wierne (choć mierne) zaplecze. To totalne podporządkowanie doprowadziło z kolei do marginalizacji znaczenia całej rady i upadku jej autorytetu, a rola radnego została sprowadzona do kreacji żebrzącego lobbysty – załatwiacza. Taki „załatwiacz”, za bezkrytyczne i często bezrefleksyjne podnoszenie ręki, mógł liczyć u prezydenta na załatwienie chodnika, kilku lamp oświetleniowych, dodatkową kamerę monitoringu, a być może nawet utwardzenie ulicy, budowę parkingu, boiska czy placu zabaw. Efekt jest taki, że „załatwiacz” miał poczucie, jakoby coś wyjątkowego załatwił u prezydenta dla swoich wyborców (podczas gdy wymienione prace gmina i tak powinna zrealizować, gdyż właśnie na takie zadania pobiera od mieszkańców podatki). W rzeczywistości jednak, to prezydent mamiąc spotulnianego „załatwiacza” inwestycyjnymi ochłapami, bez skrupułów wykorzystywał go do przegłosowywania korzystnych dla siebie i swojego środowiska rozstrzygnięć (tak było wielokrotnie m.in. podczas uchwalania planu zagospodarowania przestrzennego, czy szkodliwych sprzedaży bądź dzierżawie gminnych nieruchomości).

A przecież rola radnego jest zupełnie inna! To rada jest organem stanowiącym i kontrolnym gminy. Radni nadają kierunek rozwoju miasta, zatwierdzają statut, tworzą jednostki pomocnicze, uchwalają budżet, ustanawiają studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy oraz miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego. To do kompetencji rady należy ustalanie wysokości lokalnych podatków i opłat, decydowanie o sprzedaży lub dzierżawie majątku gminy, nadawanie honorowego obywatelstwa gminy. I co najważniejsze – to rada ma obowiązek kontrolować działalność prezydenta oraz rozpatrywać skargi na jego działania. Niestety, realia drastycznie odbiegły od założeń, stanowiących podstawę lokalnej demokracji.

Dlatego, dla przywrócenia normalności i równowagi w legionowskim samorządzie, niezbędne są radykalne zmiany oraz wprowadzenie do rady jak największej liczby radnych nie związanych z dotychczasowym układem, reprezentujących dobrze rozumiany interes mieszkańców, a nie mętne geszefty dzisiejszej władzy.

Wybory po nowemu

W związku z ustawą uchwaloną 11 stycznia 2018 zbliżające się wybory i najbliższa kadencja w samorządzie przyniosą duże zmiany.

Przede wszystkim wydłużono kadencję władz samorządowych z 4 do 5 lat oraz wprowadzona została dwukadencyjności dla wójtów, burmistrzów i prezydentów. To dobra zmiana, gdyż jak nigdzie indziej w Legionowie widać aż nadto jaskrawie, czym grozi wielokandencyjność. Kolejna zmiana dotyczy kandydatów na prezydenta miasta. Otóż nie będą oni mogli tworzyć sobie furtki bezpieczeństwa i kandydować jednocześnie do rady powiatu lub sejmiku województwa (dzięki takim wyborczym trikom w poprzednich wyborach R. Smogorzewski wprowadzał do rady powiatu po kilku radnych). W Legionowie nie będzie jak ostatnio 23 jednomandatowych okręgów wyborczych, a jedynie 4 duże okręgi, z których do Rady Miasta dostanie się po 5 lub 6 kandydatów z list wyborczych o największym poparciu.
Podczas samych wyborów też będą nowości, m.in. przezroczyste urny wyborcze, nowa definicja znaku „x” przy wybranym kandydacie, czy dwa typy komisji obwodowych – jedna będzie zajmowała się przeprowadzeniem głosowania, a druga zliczaniem wyników.

Zmiany dotyczyć też będą władz samorządowych nowej kadencji. Obrady rady miasta będą musiały być transmitowane i zapisywane (zabiegałem o to ponad 3 lata temu – niestety bezskutecznie). Radni uzyskają prawo wstępu do pomieszczeń instytucji samorządowych i zwiększą się ich uprawnienia kontrolne. Powołana zostanie komisja rozpatrująca skargi, wnioski oraz petycje związane z działaniem organów wykonawczych i samorządowych jednostek organizacyjnych. Mieszkańcy Legionowa (w liczbie minimum 300 osób) będą mieli prawo do inicjatywy uchwałodawczej, której pomimo składanych przeze mnie wniosków, jak dotychczas legionowskie władze im odmawiały.

Szerzej o swoich inicjatywach sprzed blisko 4 lat pisałem w poniższym tekście:

Moje propozycje zmian do statutu

Z jednej strony szkoda, że trzeba było aż tak długo czekać, aby przyjąć rozwiązania przyjazne mieszkańcom. Z drugiej zaś strony wstyd dla legionowskich włodarzy, że uparcie bronili się przed tą dobrą inicjatywą, do czasu, aż zostali zmuszeni nowymi przepisami.

Jak widać z powyższych przykładów, zmiany w samorządzie idą bez wątpienia w dobrym kierunku, tym bardziej warto więc wziąć udział w najbliższych wyborach i powierzyć losy miasta (i swoje) we właściwe ręce.

Krótko o mijającej kadencji

SZANOWNI PAŃSTWO

Kiedy cztery lata temu zdecydowałem się na kandydowanie do Rady Miasta Legionowo z własnego komitetu wyborczego (KWW Leszka Smuniewskiego), nie sądziłem że mijająca właśnie kadencja legionowskich władz będzie naznaczona niemal wszystkimi grzechami przeciwko lokalnej demokracji: butą, arogancją, chciwością, pychą, samowolą, zuchwalstwem, manipulacją, hipokryzją i zakłamaniem.

Ostatnie cztery lata w legionowskim samorządzie obfitowały w niespotykane dotychczas wydarzenia: afera zegarkowa, alkoholowy blamaż na gali boksu, potajemna sprzedaż gruntów publicznych, wydawanie propagandowej „Miejscowej” za publiczne pieniądze, systematyczne dogęszczanie miasta, łamanie prawa przy referendum gminnym, skandaliczna próba anektowania kilkuset hektarów sąsiedniej gminy, mętne powiązania biznesowe władzy, czy w końcu niejasne okoliczności nabywania gruntów i lokali oraz horrendalne zyski z obrotu nieruchomościami. To tylko niektóre objawy nieuleczalnego nowotworu, toczącego obecną władzę. Znaczna część tych działań odbywała się przy aprobacie zdominowanej przez prezydenta Rady Miasta, która zamiast kontrolować, upominać i reagować, bezkrytycznie akceptowała szkodliwe dla miasta poczynania.

Dostrzegając te patologiczne zmiany zachodzące w legionowskim samorządzie, jako niezależny radny wielokrotnie starałem się obnażać wstydliwe realia lokalnej władzy, nazywać rzeczy po imieniu oraz podejmować próby blokowania niedobrych dla miasta decyzji. Tak było m.in. w przypadku wielu niekorzystnych dzierżaw i sprzedaży miejskich nieruchomości, przy próbie wprowadzenia zgubnych zmian w planie zagospodarowania przestrzennego, czy przy fatalnym pomyśle wyprowadzenia klas 7 i 8 ze szkoły podstawowej nr 7.  I choć większość moich działań i inicjatyw spotykała się z totalną krytyką rządzącej większości, mam nadzieję, że swoim nieprzejednanym i konsekwentnym postępowaniem nie zawiodłem Państwa zaufania.

Kończąc obecną kadencję w Radzie Miasta Legionowo, pragnę podziękować Państwu za dotychczasową współpracę, wsparcie jakim mnie obdarzaliście, wszelkie cenne uwagi i sugestie którymi zechcieliście się ze mną podzielić. To dla mnie wielki zaszczyt i ogromny powód do dumy, że mogłem w ostatnich latach reprezentować Państwa w Radzie Miasta Legionowo.

Gorąco zachęcam też Wszystkich Państwa do wzięcia udziału w zbliżającym się święcie demokracji, jakim są wybory samorządowe i powierzenia swojego głosu kandydatowi, do którego macie największe zaufanie i który godnie będzie Państwa reprezentować.

Budżet obywatelski nie dla Legionowa

Od pewnego czasu mam przyjemność publikować swoje przemyślenia w „Mieszkam Obok” – lokalnym miesięczniku traktującym o problemach i bolączkach mieszkańców Legionowa i gmin ościennych. https://www.facebook.com/mieszkamobok.stowarzyszenie/

Ostatni wpis poświęciłem budżetowi obywatelskiemu, a właściwie różnicom pomiędzy nim, a patologicznym systemem przyznawania pieniędzy funkcjonującym w Legionowie – zapraszam do lektury:

Budżet (nie)obywatelski, czyli samo – rząd

W Polsce budżet obywatelski wprowadzony został w lokalnych samorządach już niemal 10 lat temu. Każdego roku, wzorem tysięcy miast zachodniej Europy, kolejne polskie gminy decydują się na uruchomienie tego demokratycznego mechanizmu, pozwalając mieszkańcom bezpośrednio decydować o przeznaczeniu części budżetu, pochodzącego wszak z ich podatków. Najczęściej odbywa się to najpierw poprzez zgłaszanie pomysłów na przedsięwzięcia i inwestycje mieszczące się w katalogu zadań gminnych, szeroką dyskusję nad propozycjami, a następnie w drodze otwartego głosowania wybierane są te najbardziej popularne, które zostają zrealizowane ze środków publicznych.

Powyższy system ma wiele zalet, pozytywnie wpływających na funkcjonowanie lokalnych wspólnot. Oprócz samego zaktywizowania mieszkańców, edukacji obywatelskiej, budowania poczucia wspólnej odpowiedzialności za losy miasta i trafniejszego wydatkowania środków budżetowych, powoduje wzrost zadowolenia z usług publicznych oraz buduje zaufanie do rządzących poprzez zwiększenie przejrzystości i wiarygodności działań lokalnej władzy.

Dlaczego zatem w Legionowie, pomimo wielu podejmowanych prób i corocznych wniosków (także moich) nie mamy budżetu obywatelskiego, a jedynie jego żenującą imitację w postaci ułomnych inicjatyw lokalnych? Odpowiedź jest prosta.

Podstawowym założeniem budżetu obywatelskiego jest oddanie inicjatywy i ostatecznej decyzji w ręce wyborców. To mieszkańcy od pierwszej do ostatniej chwili decydują o sposobie wydatkowania środków. Zadanie władz ogranicza się jedynie do stworzenia odpowiedniego systemu zapewniającego sprawne przeprowadzenie całej procedury.

W przypadku legionowskich inicjatyw lokalnych zniechęca już sam początek tej trudnej, krętej i wyboistej drogi. Oprócz bardzo skomplikowanej procedury przygotowywania wniosków (muszą zawierać dokumentację projektową, kosztorysy, harmonogramy rzeczowo-czasowe, odpisy z KRS-u, itp.), należy wykazać się finansowym wkładem własnym lub zapewnić gotowość podjęcia prac społecznych. Najciekawsza jest jednak dalsza procedura.

Otóż  od momentu zgłoszenia wniosku o jego losie decydują już tylko i wyłącznie urzędnicy, a ostateczny głos ma prezydent. On bowiem przekazuje wnioski do wyznaczonego przez siebie urzędnika, oraz komórek urzędu w celu wstępnej „obróbki”. Następnie wniosek trafia do Zespołu powołanego przez (kogo?) prezydenta. W skład Zespołu wchodzą oczywiście głównie urzędnicy i radni (kogo?) prezydenta. Po kolejnej analizie wniosku w/w Zespół rekomenduje przesiane propozycje (komu?) odrobinę już chyba znudzonemu całym tym cyrkiem prezydentowi. Na końcu tej zbiurokratyzowanej i pseudoobiektywnej procedury ostateczną decyzję o realizacji wniosku podejmuje jednoosobowo kto? Prezydent oczywiście!

Jak się zatem łatwo domyślić do ostatecznej realizacji trafiają jedynie słuszne inicjatywy „przyjaciół i znajomych legionowskiego królika”, który sam publicznie wyznał, że nie będzie realizował wniosków mniejszości.

Powyżej wykazane różnice w filozofii i sposobie wydawania publicznych pieniędzy wyraźnie dowodzą, że w legionowskim smogorządzie to wcale nie poddani mają decydować o wspólnej kasie. Od tego jest król i jego dwór. On wie najlepiej ile i komu jest potrzebne, komu dać, komu sprzedać, komu wydzierżawić, co dla ludu zrobić, a czego dla dobra poddanych zaniechać.

Tylko … czy to aby jeszcze jest samorząd, czy już samo – rząd?

Mizerny budżet lokalnych interesów

O uchwalonym miejskim budżecie na 2018 rok nie dowiemy się ani z oficjalnej strony urzędu, ani z portali społecznościowych. Dlaczego? Zdaje się, iż w myśl zasady „jaki budżet – taki rozgłos” jego autorzy wcale nie rwą się do uzasadniania jednej z ważniejszych decyzji, jaką jest przyjęty plan finansowy miasta.

Jeszcze na komisjach poprzedzających przyjęcie budżetu prezydent nazywał go realistycznym i rozważnym, ale podczas samej sesji, ani razu nie zabrał głosu. Mało tego. Pierwszy raz od kilkunastu lat legionowskiego smogorządu, podczas procedury uchwalania budżetu nie wypowiedzieli się na jego temat nawet przewodniczący klubów radnych! Nie było kompletnie żadnej dyskusji, bo … niby o czym tu dyskutować? Wszystko przecież już dawno zostało ustalone …

Uważam ten budżet za wysoce asekuracyjny (żeby nie powiedzieć asekurancki), a jako że nie poparłem go przy uchwalaniu, przedstawię pokrótce swój punkt widzenia.

  1. Budżet na 2018 rok jest mizerny, znacznie słabszy od zeszłorocznego. Dochody ogółem spadają o ponad 2,6 mln zł, zaś dochody bieżące są niższe aż o 7 mln zł.
  2. Podobnie jest po stronie wydatków ogółem – te maleją o niemal 3 mln zł. Niepokojący jest też wyraźny spadek wydatków inwestycyjnych z 23,3 mln zł w zeszłym roku do 20,4 mln zł w roku bieżącym, a więc spadek także o blisko 3 mln zł.
  3. Wydatki majątkowe stanowią zaledwie 9% wydatków ogółem. Tak niskiego wskaźnika inwestycji w legionowskim budżecie nie pamiętam. Dla porównania warto przypomnieć, że w ostatnich latach zazwyczaj oscylował on w okolicach 15-20% i nigdy nie spadał poniżej 10%.
  4. Niepokojący jest obserwowany przez ostatnie lata stały wzrost wydatków na administrację publiczną. W tym roku koszty utrzymania urzędu wyniosą 17,1 mln zł i będą wyższe niż poprzednio o 800 tys zł. Warto tu dodać, że na promocję miasta (i jego włodarzy) z miejskiej kasy wypłynie ponad 500 tys zł.
  5. Brakuje kilku istotnych z punktu widzenia mieszkańców inwestycji, które zostały rozpoczęte lub zaplanowane jeszcze na 2017 rok, a które z różnych przyczyn nie zostały dotychczas zrealizowane. Między innymi zniknęła rozbudowa przejścia (budowa pochylni) na stacji PKP Legionowo Przystanek czy przebudowa ulicy na os. Piaski przy stacji PKP Legionowo. Ponoć inwestycje te mają niebawem się w budżecie znaleźć – oby tak było.
  6. W tegorocznym budżecie na darmo będziemy szukać sztandarowej, strategicznej w punktu widzenia miasta inwestycji (szpital, tunel, odprowadzenie wód deszczowych, itp.). Znajdziemy za to cały szereg małych projektów ulic i uliczek, wychodzących naprzeciw lokalnym interesom poszczególnych radnych sprzymierzonych z prezydentem. Dla wnikliwych podaję szczegóły: ulice Leśna, Prymasowska, Gawryszewskiego, Niklowa, Sikorskiego, Al. Róż, Wronia, rondo Al. Sybiraków/Piaskowa.
  7. Ponownie nie uwzględniono mojego wniosku o uruchomienie budżetu partycypacyjnego (wnioskowałem o kwotę 1 mln zł), dzięki któremu to mieszkańcy mogliby decydować o przeznaczeniu tych środków na wskazane przez nich cele publiczne.

Tegoroczny plan finansowy ze względu na dużą mizerię inwestycyjną oraz wyraźnie malejący dług miejski jest wyjątkowo zachowawczy. To z kolei stwarza pewien ukryty potencjał w zakresie dynamicznej reakcji na ewentualne potrzeby finansowe, które przyniesie rozpoczynający się rok. Pozostaje mieć nadzieję, że ten potencjał nie zostanie roztrwoniony na przedwyborcze działania propagandowe służące wąskiej grupie decydentów, a posłuży wszystkim mieszkańcom – choćby w postaci wkładu miejskiego w budowę jakże potrzebnego szpitala.

„Nic o nas bez nas” – parszywy BIS

Niewiele ponad pół roku minęło od referendum dotyczące ratowania Legionowa przed włączeniem do  Warszawy, a znów powraca ożywiona dyskusja na temat zmiany granic naszego miasta. Historyczne już referendum w sprawie (nie)MegaWarszawy zostało wykreowane jako walka szlachetnego i mądrego Dawida z przygłupawym choć potężnym Goliatem, zakończona sprawiedliwą i jakże zasłużoną  wygraną legionowskiego smogorządu w walce o niezależność i suwerenność. W rzeczywistości była to jednak przemyślana i trzeba przyznać, dobrze przeprowadzona rozgrywka, zakończona stuprocentowym (gwoli ścisłości 95-cioprocentowym) PR-owym sukcesem legionowskiego lidera. Sam lider dzięki referendum też zmienił ligę z powiatowej na okręgową i stał się symbolem walki o prawa gmin do samostanowienia.

7 miesięcy później hasło „Nic o nas bez nas” znów pojawia się w kontekście działań podejmowanych przez władze Legionowa. Tym razem jednak wnikliwi analitycy i obserwatorzy mogli przecierać oczy ze zdumienia. Oto nasz okręgowy lider samorządności bez żadnych ustaleń ani konsultacji przygotował, a jego radni bezkrytycznie przegłosowali uchwałę o gotowości Legionowa do anektowania kilkuset hektarów gruntów leżących w sąsiedniej Jabłonnie – budząc tym samym zrozumiałe zaskoczenie i gwałtowne niezadowolenie władz tejże gminy. Wracając do biblijnych porównań – wystarczyło kilka miesięcy aby szlachetny Dawid przeszedł gwałtowną metamorfozę w kierunku przygłupawego Goliata.

Jako radny z dużym niesmakiem skonstatowałem tę niekorzystną przemianę.

Na sesji byłem przeciwny podjęcia tej uchwały z dwóch powodów. Po pierwsze – nie przekonały mnie (mówiąc bardzo dyplomatycznie) argumenty użyte przez prezydenta do jej uzasadnienia. Doświetlenie ul. Strużańskiej, budowa ścieżek rowerowych i miejsc do rekreacji w lesie, czy w końcu powrót do zakurzonej (10-letniej) koncepcji budowy drogi do Choszczówki wzdłuż torów kolejowych, nie mają nic wspólnego z faktycznymi powodami próby rozszerzenia granic legionowskiego imperium. Tych niestety ani na sesji, ani w publicznej dyskusji nie usłyszeliśmy i obawiam się, że nie usłyszymy.

Drugim powodem mojego sprzeciwu była absolutna ignorancja drugiej strony ewentualnej aneksji. Podczas sesji, na pytanie radnego Kalinowskiego prezydent publicznie przyznał, że rozmowę z wójtem Jabłonny zaplanował dopiero na następny dzień po podjęciu przedmiotowej uchwały. Czyżby więc Goliat zapomniał jak ustami Dawida w obronie samorządności wzniośle wygłaszał kilka miesięcy wcześniej szlachetnie brzmiące hasła: ” Co ta niekonsultowana z nikim zmiana oznacza dla mieszkańców Legionowa i powiatu legionowskiego? I dlaczego zmiana nie jest konsultowana z mieszkańcami, ani ze związkami międzygminnymi? (…) – Nie pozwolimy, aby decydowano o tak ważnych kwestiach bez naszej wiedzy. ( …)  Aby zmienić granice sołectwa trzeba referendum i zgody Rady Ministrów. Dlaczego teraz nikt niczego z nami nie konsultuje – pyta prezydent Roman Smogorzewski.” https://legionowo.pl/pl/a/8249-nic-o-nas-bez-nas

Z powyższych powodów zgłosiłem oficjalny wniosek o zdjęcie tego kontrowersyjnego projektu uchwały z porządku obrad w celu głębszego przeanalizowania jego zasadności i przyszłych skutków, a przede wszystkim skonsultowania pomysłu z władzami Jabłonny. Niestety wniosek mój podzielił los wielu innych inicjatyw odbiegających od jedynie słusznej linii przyjętej przez władzę i bezpowrotnie przepadł pod ciężarem legionowskiego demokratycznego walca. Tak więc sam fakt i wstydliwe okoliczności podjęcia tej uchwały z jednej strony obnażają hipokryzję władzy i wyjątkową skłonność do relatywizacji idei samorządowych, z drugiej zaś otwierają nowy rozdział „dobrosąsiedzkich” relacji pomiędzy Legionowem (pierwotnie Jabłonną Legionową) a Jabłonną.

Odrzucona propozycja zmian w KZB

Na ostatniej sesji Rady Miasta radny Andrzej Kalinowski przedstawił projekt uchwały proponujący wprowadzenie zmiany w akcie założycielskim miejskiej spółki KZB, która to spółka otrzymała 4 lata temu od miasta majątek warty blisko 200 mln zł ( w tym budynki  legionowskich szkół i przedszkoli). Obecnie decyzję o sprzedaży tego gminnego majątku podejmuje prezydent miasta, będący jednoosobowym zgromadzeniem wspólników spółki.  Korzystając z tego kontrowersyjnego uprawnienia prezydent 2 lata temu wyraził zgodę na bezprzetargową sprzedaż działki przy stadionie, podpisując poniższą uchwałę.

Swoje wątpliwości na temat samej sprzedaży miejskiej działki przy stadionie oraz łamania zasady jawności i transparentności działań władzy opisywałem szeroko w tekstach 2015/06/19/budowa-przy-stadionie, 2015/07/03/budowa-przy-stadionie-cd, oraz 2015/08/31/prezydenckie-wiem-ale-nie-powiem. Jednocześnie próbowałem dowiedzieć się o szczegółach tej tajemniczej transakcji składając dwie interpelacje – niestety bezskutecznie, gdyż prezydent nie raczył udzielić na nie rzetelnych odpowiedzi.

Ustawa o samorządzie gminnym wyraźnie wskazuje, że do wyłącznej właściwości rady należy podejmowanie uchwał w sprawach majątkowych gminy w szczególności nabywania, zbywania, obciążania nieruchomości, jak również ich wydzierżawiania lub wynajmowania na czas oznaczony dłuższy niż 3 lata lub na czas nieoznaczony. Także w statucie gminy Legionowo, oprócz przywołanych już ustawowych kompetencji rady w zakresie gospodarki nieruchomościami, widnieje dodatkowy zapis wskazujący iż „zarządzanie mieniem gminnym i jego ochrona powinny być wykonywane ze szczególną starannością„.

Ciężko jednak w legionowskich realiach mówić o szczególnie starannej ochronie mienia gminnego przekazanego do KZB, albowiem prezydent tak chytrze zredagował akt założycielski spółki, że sam siebie ustanowił jedynym decydentem. Do tego pozbawionym jakiejkolwiek kontroli w sprawach zarządzania majątkiem, o których to sprawach zgodnie z intencją ustawodawcy powinna przecież decydować rada.

Tak więc w Legionowie mamy do czynienia ze zgoła kuriozalnymi zasadami gospodarki nieruchomościami, gdyż np. o przedłużeniu dzierżawy gruntu pod garaż o powierzchni raptem 12,5 m2 decyduje Rada Miasta (na ostatniej sesji podjęto taką uchwałę, poprzedzoną opinią stosownej komisji), zaś o sprzedaży działki o powierzchni 3.000 m2 wartej 1 mln PLN, decyzję podejmuje w zaciszu swojego gabinetu prezydent, nie racząc poinformować o fakcie ani rady, ani tym bardziej opinii publicznej.

W celu naprawienia tej patologicznej i niebezpiecznej dla interesu gminy sytuacji, z nadzieją podpisałem się pod zamieszczonym poniżej projektem uchwały autorstwa Andrzeja Kalinowskiego. Niestety, okazało się, że w całej radzie nikt poza nami dwoma nie dostrzega potrzeby zwiększenia nadzoru nad gospodarowaniem gminnym mieniem, czy choćby podjęcia dyskusji w tej materii. Poprzez milczącą dezaprobatę pozostałych radnych, projekt nie trafił nawet pod obrady rady. Wyraźnie z powyższego wynika, że monopol w zakresie obrotu nieruchomościami w Legionowie niepodzielnie należy do jednej osoby …

KZB projekt uchwały