Budżet obywatelski nie dla Legionowa

Od pewnego czasu mam przyjemność publikować swoje przemyślenia w „Mieszkam Obok” – lokalnym miesięczniku traktującym o problemach i bolączkach mieszkańców Legionowa i gmin ościennych. https://www.facebook.com/mieszkamobok.stowarzyszenie/

Ostatni wpis poświęciłem budżetowi obywatelskiemu, a właściwie różnicom pomiędzy nim, a patologicznym systemem przyznawania pieniędzy funkcjonującym w Legionowie – zapraszam do lektury:

Budżet (nie)obywatelski, czyli samo – rząd

W Polsce budżet obywatelski wprowadzony został w lokalnych samorządach już niemal 10 lat temu. Każdego roku, wzorem tysięcy miast zachodniej Europy, kolejne polskie gminy decydują się na uruchomienie tego demokratycznego mechanizmu, pozwalając mieszkańcom bezpośrednio decydować o przeznaczeniu części budżetu, pochodzącego wszak z ich podatków. Najczęściej odbywa się to najpierw poprzez zgłaszanie pomysłów na przedsięwzięcia i inwestycje mieszczące się w katalogu zadań gminnych, szeroką dyskusję nad propozycjami, a następnie w drodze otwartego głosowania wybierane są te najbardziej popularne, które zostają zrealizowane ze środków publicznych.

Powyższy system ma wiele zalet, pozytywnie wpływających na funkcjonowanie lokalnych wspólnot. Oprócz samego zaktywizowania mieszkańców, edukacji obywatelskiej, budowania poczucia wspólnej odpowiedzialności za losy miasta i trafniejszego wydatkowania środków budżetowych, powoduje wzrost zadowolenia z usług publicznych oraz buduje zaufanie do rządzących poprzez zwiększenie przejrzystości i wiarygodności działań lokalnej władzy.

Dlaczego zatem w Legionowie, pomimo wielu podejmowanych prób i corocznych wniosków (także moich) nie mamy budżetu obywatelskiego, a jedynie jego żenującą imitację w postaci ułomnych inicjatyw lokalnych? Odpowiedź jest prosta.

Podstawowym założeniem budżetu obywatelskiego jest oddanie inicjatywy i ostatecznej decyzji w ręce wyborców. To mieszkańcy od pierwszej do ostatniej chwili decydują o sposobie wydatkowania środków. Zadanie władz ogranicza się jedynie do stworzenia odpowiedniego systemu zapewniającego sprawne przeprowadzenie całej procedury.

W przypadku legionowskich inicjatyw lokalnych zniechęca już sam początek tej trudnej, krętej i wyboistej drogi. Oprócz bardzo skomplikowanej procedury przygotowywania wniosków (muszą zawierać dokumentację projektową, kosztorysy, harmonogramy rzeczowo-czasowe, odpisy z KRS-u, itp.), należy wykazać się finansowym wkładem własnym lub zapewnić gotowość podjęcia prac społecznych. Najciekawsza jest jednak dalsza procedura.

Otóż  od momentu zgłoszenia wniosku o jego losie decydują już tylko i wyłącznie urzędnicy, a ostateczny głos ma prezydent. On bowiem przekazuje wnioski do wyznaczonego przez siebie urzędnika, oraz komórek urzędu w celu wstępnej „obróbki”. Następnie wniosek trafia do Zespołu powołanego przez (kogo?) prezydenta. W skład Zespołu wchodzą oczywiście głównie urzędnicy i radni (kogo?) prezydenta. Po kolejnej analizie wniosku w/w Zespół rekomenduje przesiane propozycje (komu?) odrobinę już chyba znudzonemu całym tym cyrkiem prezydentowi. Na końcu tej zbiurokratyzowanej i pseudoobiektywnej procedury ostateczną decyzję o realizacji wniosku podejmuje jednoosobowo kto? Prezydent oczywiście!

Jak się zatem łatwo domyślić do ostatecznej realizacji trafiają jedynie słuszne inicjatywy „przyjaciół i znajomych legionowskiego królika”, który sam publicznie wyznał, że nie będzie realizował wniosków mniejszości.

Powyżej wykazane różnice w filozofii i sposobie wydawania publicznych pieniędzy wyraźnie dowodzą, że w legionowskim smogorządzie to wcale nie poddani mają decydować o wspólnej kasie. Od tego jest król i jego dwór. On wie najlepiej ile i komu jest potrzebne, komu dać, komu sprzedać, komu wydzierżawić, co dla ludu zrobić, a czego dla dobra poddanych zaniechać.

Tylko … czy to aby jeszcze jest samorząd, czy już samo – rząd?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *