Rada Miasta – mała liczba komitetów i kandydatów

Z wolna opada już kurz wyborczy w Legionowie, więc można pokusić się o podsumowanie tego, czego przez ostatni miesiąc byliśmy świadkami.

Nowy kodeks wyborczy, według którego odbywały się wybory do rady miasta, wprowadził po raz pierwszy jednomandatowe okręgi wyborcze. Przy ustalaniu wyników wyborów mandat trafia więc bezpośrednio do kandydata, który zdobył największą liczbę głosów (bez względu na to, jaki wynik osiągnął jego komitet wyborczy oraz pozostałe komitety w tym i innych okręgach). Cechą charakterystyczną nowej ordynacji jest więc prostota rozwiązań, przejrzysty i transparentny proces wyłaniania zwycięzców, a przede wszystkim możliwość wyboru konkretnego kandydata, a nie jak dotychczas – zamkniętych list wyborczych czy partii.

Nowe zasady dają więc szansę startu osobom niezależnym, które nie zamierzają startować do wyborów pod szyldem innych. Dodatkową zachętą dla takich kandydatów są stosunkowo niskie wymagania dotyczące rejestracji indywidualnego komitetu wyborczego, wystarczy do tego bowiem (oprócz przygotowania i złożenia stosownych dokumentów) inicjatywa 5 mieszkańców. Następnie, w celu skutecznego zgłoszenia kandydata na radnego, należy zebrać zaledwie 25 podpisów pod listą z jego kandydaturą.

Pomimo tego, w ponad 50-tysięcznym Legionowie zaledwie kilka osób zdecydowało się na założenie własnego komitetu (Julita Baczyńska, Jacek Kaca, Artur Pieńkowski i ja). Jestem przekonany, że w naszym mieście jest dużo więcej osób znanych i uznanych, które mogłyby godnie reprezentować swoich sąsiadów w radzie miasta, bez konieczności kandydowania pod szyldem dużych ugrupowań.

Warto też zwrócić uwagę na niewielkie lokalne komitety, które pojawiły się w tych wyborach, m.in.: Etyka i Prawo, Kotwa, Republikanie Legionowo, Młodzi dla Legionowa, Nasze Legionowo. Niektóre z nich próbowały swoich sił już po raz kolejny, inne zaś dopiero raczkowały. Pomimo że nie zdobyły one żadnego mandatu w radzie miasta, ich rola jest niezwykle istotna, gdyż w większości impuls do ich powstania pochodzi od samych mieszkańców, a więc jako tzw. inicjatywa oddolna stanowi istotę demokracji lokalnej. Dlatego uważam, że w trosce o przyszłość samorządu, należy tego typu działania intensywnie wspierać.

Zaskoczyła mnie także bardzo mała liczba zgłoszonych kandydatów na radnych przez poszczególne duże komitety. I jeśli w przypadku komitetu prezydenckiego (19 kandydatów) i KWW Nasze Miasto Nasze Sprawy (16 kandydatów) jestem to sobie w stanie jakoś logicznie (bądź politycznie) wytłumaczyć, to absolutnie niezrozumiałe dla mnie jest wystawienie przez opozycyjny do obecnej władzy legionowski PIS jedynie 14 kandydatów. Okraszę tę wiadomość jeszcze ciekawym, acz mało znanym faktem, że w ustawowym terminie było ich zaledwie 11 i gdyby nie czysty przypadek (w kilku okręgach przedłużono termin zgłaszania kandydatów, gdyż pierwotnie był zgłoszony zaledwie jeden), to PIS nie mógłby nawet zgłosić kandydata na prezydenta (sic!).

Statystyka jest jednak dość smutna – w Legionowie niepokojąco mało osób kandydowało w wyborach do rady miasta. Średnio w całym mieście o jeden mandat walczyło niewiele ponad 3 kandydatów, podczas gdy w innych gminach (Wołomin, Pułtusk, Pruszków) wskaźnik liczby kandydujących osób był o wiele wyższy. Czyżby brakowało nam więc ludzi uczciwych i wartościowych, którzy mają chęć i odwagę wziąć na siebie ciężar odpowiedzialności za losy miasta? Z pewnością nie! W takim razie, co zawiodło?

Jednomandatowe okręgi wyborcze miały w założeniu wnieść nową jakość do lokalnej samorządności, zachęcić ludzi do aktywności społecznej, obudzić ducha obywatelskiego, zwiększyć wpływ mieszkańców na kreowanie rzeczywistości i tworzenie wspólnoty, jednak w przypadku Legionowa tak się nie stało i zamiast oczekiwanego rozkwitu demokracji mamy jej lekko więdnącą odmianę…

cdn.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *