Mniej niż zero

– taki (niezbyt wyszukany) komentarz nasunął mi się po przeczytaniu na jednym z portali społecznościowych poniższego tekstu, odnoszącego się do jednego z legionowskich tygodników: „Dziennikarstwo życzeniowe (…)Redakcja opublikowała tzw. Listę Kozery (to taki miejscowy „Michnik”, bo obaj tworzyli swoje gazety w tym samym okresie). Lista zwierała nazwiska kandydatów na radnych na których warto według wydawcy gazety głosować. Nikt z tej listy się prawie nie dostał do Rady Miasta i znów żadnej refleksji   w kolejnym wydaniu. Lista nosi już ksywę „wykluczonych”. (…)”.

Z dwóch powodów zainteresowałem się tym wpisem:
primo – moje nazwisko pojawiło się na opisywanej liście (pomimo że o to nie zabiegałem),
secundo – autor cytowanego tekstu również znalazł się na pewnej liście (z własnego wyboru).
Dla wyjaśnienia dodam iż była to lista kandydatów do Rady Powiatu z pewnego lokalnego stowarzyszenia.

A teraz garstka konkretów, które skłoniły mnie do użycia takiego a nie innego tytułu.

Otóż „lista Kozery” vel „wykluczonych” zawierała 23 nazwiska, z których 4 znalazły się Radzie Miasta. Skuteczność może nie imponująca, ale w przybliżeniu wynosząca 17,5 %.
Przyjrzyjmy się zatem drugiej liście – spośród 12 nazwisk kandydujących, do Rady Powiatu dostaje się 1 (słownie jedna) osoba, nota bene autor cytowanego wpisu. Skuteczność na poziomie 8,5 %.

Jeśli więc komentując oba wyniki wyborcze przyjąć za punkt odniesienia określenie „prawie nikt” dla owych 17,5%, to jak nazwać wynik z drugiego przykładu? Długo się zastanawiałem, szukałem w polszczyźnie choć odrobinę adekwatnego określenia, i nic… nic lepszego do głowy mi nie przyszło.

W tym wypadku chyba powinienem się podpisać jako

wykluczony 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *