Dłużej się już nie dało …

Wygląda na to, że po kilkuletnich bezskutecznych staraniach wielu osób oraz lokalnych środowisk nagłaśniających problem wyjątkowo dużych zanieczyszczeń legionowskiego powietrza, urząd miasta wyjątkowo „nie idzie w zaparte”.

Otóż wczoraj (18 stycznia) na urzędowej stronie ukazało się po raz pierwszy ostrzeżenie o złej jakości powietrza:

ostrzeżenie

Alarm ten został także rozpowszechniony za pośrednictwem portali społecznościowych. W ostrzeżeniu zawarta była także instrukcja postępowania dla mieszkańców, zawierająca m.in. zalecenia ograniczenia przebywania na zewnątrz osób należących do grup ryzyka: dzieci, starszych, astmatyków, czy osób z chorobami dróg oddechowych i układu krwionośnego.

Stało się więc to, co od dawna powinno być normą i o co wielokrotnie apelowali mieszkańcy. Urząd podał w końcu rzetelną informację o złej jakości powietrza w Legionowie i poinstruował, co należy zrobić, aby zminimalizować skutki tego stanu. Domagałem się tego także i ja w złożonej niedawno petycji:

Petycja – SMS o jakości powietrza w Legionowie

Jednak mam poważne wątpliwości, co do powodów zmiany frontu prezydenta i jego urzędników. Obawiam się, że to wcale nie troska o zdrowie mieszkańców, zgłaszane wielokrotnie apele czy inne merytoryczne względy zadecydowały o publikacji tego ostrzeżenia. Na te argumenty nasza lokalna władza była wszak dotychczas głucha i ślepa. Nie posłuchała nawet dwóch znawców tematu – ale o tym za chwilę. Bastion obłudnego milczenia upadł w konfrontacji z potęgą mediów i to nie jakichś tam lokalnych, powiatowych, czy nawet regionalnych, ale tych ogólnopolskich!

Otóż dopiero gdy TVP1 w głównych wydaniach Wiadomości aż dwukrotnie poświęciła smogowi w Legionowie kilka cennych minut, coś w końcu drgnęło w umysłach lokalnych decydentów. Dla tych którzy przeoczyli, polecam obejrzenie archiwum z 16 stycznia (od 16 minuty): https://www.youtube.com/watch?v=PStZ7pQrvoI  oraz z 17 stycznia (od 18 minuty): https://www.youtube.com/watch?v=tATBtngBmjw

Natychmiast, a więc 18 stycznia rano – zaledwie kilka godzin po wyemitowaniu Wiadomości, władze miasta w końcu przypomniały sobie o niezwykle ważnej polityce informacyjnej i umieściły stosowne ostrzeżenie na stronach internetowych. Szkoda, że prezydent nie zdecydował się na taki ruch tydzień wcześniej, kiedy sytuacja była o wiele bardziej niebezpieczna, a stężenie odpowiedzialnego za smog pyłu PM2,5 przekroczone było niemal 30-krotnie!!! (9 stycznia). Dla porównania, w dniach których dotyczyło ostrzeżenie (18-19 stycznia), norma PM2,5 została przekroczona „zaledwie” 10 razy.

W materiale wyemitowanym przez Wiadomości pojawiają się także znane już postacie dr med. Piotra Dąbrowickiego z Wojskowego Instytutu Medycznego oraz dr hab. inż. Artura Badydy z Politechniki Warszawskiej. Prowadzili oni niedawną konferencję (28.11) na temat czystości powietrza w Legionowie, pod znamiennym tytułem: „Czym oddychamy w powiecie legionowskim – prawdy i mity”. Note bene podczas swoich prelekcji panowie z dużą łatwością obalili urzędowy mit, jakoby w Legionowie jakość powietrza nie odbiegała od mazowieckiej normy, czego dowodem niech będzie chociażby poniższy slajd z ich prezentacji TiO slajd

pochodzący z relacji:

LEGIONOWO. Zatrważające zanieczyszczenie powietrza

Trzeba przyznać, że swoją niezłomną postawą, aktywnością w ogólnopolskich i lokalnych mediach oraz determinacją i profesjonalizmem, obaj wymienieni zrobili znacznie więcej dla uświadomienia rangi problemu zanieczyszczenia legionowskiego powietrza, niż władze naszego miasta. Dziękujemy Wam Panowie!

Petycja – SMS o jakości powietrza w Legionowie

Rozpoczyna się na dobre sezon grzewczy w Legionowie, a wraz z nim powraca dyskusja na temat szkodliwości legionowskiego powietrza. Jedni biją na alarm wskazując na wyjątkowo wysokie stężenia szkodliwych substancji, takich jak benzo(a)piren czy pył PM 2,5. Przykładem niech będą ostatnie artykuły w lokalnych tygodnikach, czy też mój niedawny tekst poświęcony niepokojącym danym z ubiegłego roku.

Inni z kolei leją na sprawę (ciepłą wodę) i uspokajając przekonują, że może i zbyt zdrowe powietrze to u nas nie jest, ale za to tylko czasami i inni mają gorzej.

Dobrym symptomem jest rozpoczęta publiczna dyskusja na ten niezwykle ważny dla naszego zdrowia temat. Wzrastająca wśród mieszkańców świadomość problemu złej jakości powietrza wymusza na władzach podejmowanie konkretnych działań. Od zeszłego roku miasto dofinansowuje wymianę kotłów grzewczych, a Straż Miejska kontroluje potencjalnych trucicieli.

Jednak dotychczas podejmowane przez władze Legionowa działania nie przynoszą oczekiwanego rezultatu. Przez 1,5 roku z dotacji skorzystało zaledwie 84 właścicieli pieców węglowych (szacuje się, że w całym Legionowie jest ich ponad 1400). Podobnie z mandatami – nałożono ich zaledwie kilka. Pomimo prowadzonych akcji sytuacja nadal wygląda bardzo źle. Tegoroczne stężenia PM2,5 odnotowane w naszym mieście są alarmująco wysokie, a przecież sezon grzewczy jeszcze się na dobre nie zaczął.

Jakie zatem podjąć kolejne kroki, aby poprawić sytuację i zminimalizować ryzyko wynikające z oddychania zanieczyszczonym powietrzem?

Uważam, że dobrym rozwiązaniem będzie nakłonienie prezydenta do bieżącego informowania mieszkańców o występującej w danym momencie złej jakości powietrza, z wykorzystaniem posiadanych przez urząd możliwości. Mam tu na myśli strony internetowe, portale społecznościowe, czy idealne wręcz narzędzie – funkcjonujący od dawna miejski system powiadamiania SMS.

Dotarcie do możliwie największej liczby legionowian z informacją o aktualnym złym stanie powietrza, przyczyni się do zwiększenia świadomości zagrożeń wśród samych mieszkańców, a także spowoduje większą presję społeczną w zakresie dbałości o jakość powietrza, którym wszyscy oddychamy. Mając bowiem świadomość silnego zanieczyszczenia atmosfery każdy zastanowi się, skąd ono powstaje – a jak wiadomo w Legionowie większość zanieczyszczeń powstaje niestety w indywidualnych gospodarstwach domowych. Przyczyną są więc nieodpowiedzialne bądź/i nieświadome działania samych mieszkańców.

Ponadto uważam, że przekazanie ostrzeżenia o złej jakości powietrza pozwoli uchronić przed niepotrzebnym wyjściem z domu wielu naszych mieszkańców, także tych lubiących zimowe spacery czy wieczorny jogging. Dotyczy to jednak przede wszystkim najbardziej narażonych, a więc naszych dzieci oraz osób z chorobami płuc i krążenia.

Dlatego złożyłem do prezydenta w tej sprawie stosowną petycję.

Warto też wspomnieć, że w najbliższy poniedziałek 28 listopada o godz. 19.00 w budynku dworca odbędzie się spotkanie poświęcone jakości legionowskiego powietrza – zapraszam do udziału.

 

 

Spółkowy dworzec

Wprawdzie wiemy już kto będzie dworcowym gospodarzem, ale nadal nie znamy rzetelnej odpowiedzi na najważniejsze pytanie – dlaczego w ogóle prezydent wydzierżawia dworzec i parkingi?  Z całą pewnością powodem są pieniądze, ale tak naprawdę nie wiemy: jaka jest stawka tej gry, kto zyska, kto straci, kto zarobi, a kto dołoży.

Wyjątkowo częsta zmiana wizji funkcjonowania dworca, brak konsekwencji w dyskusji o jego dzierżawie, unikanie tematu realnej wysokości dotychczas poniesionych kosztów oraz przyszłych kosztów eksploatacyjnych, powodują wiele wątpliwości i brak zaufania zarówno do całej inwestycji jak i samego pomysłu dzierżawy.

Wybór miejskich spółek na dzierżawcę dworca i parkingów teoretycznie powinien zagwarantować korzystniejszy sposób administrowania (spółki są własnością gminy, więc powinny działać na rzecz i w interesie jej mieszkańców) oraz zapewnić lepszą społeczną kontrolę nad samym zarządzaniem mieniem publicznym. Jednak może to być korzyść jedynie iluzoryczna, gdyż jak życie pokazuje, spółki gminne wcale nie muszą kierować się dobrem publicznym, a wpływ na ich decyzje ma w praktyce tylko jedna osoba (bynajmniej nie prezes).

Przykładem niech będzie niedawna bulwersująca sprawa – jednoosobowa zgoda prezydenta na sprzedaż przez spółkę KZB miejskich gruntów przy ul. Parkowej.

Moje wątpliwości budzi także zbyt długi okres dzierżawy (aż 20 lat!). Osobiście proponowałem aby skrócić go do 3-5 lat. To pozwoliłoby na praktyczną weryfikację kosztów związanych z funkcjonowaniem obiektów, a docelowo umożliwiłoby wybranie na dalsze lata korzystniejszych dla mieszkańców warunków użytkowania dworca, biblioteki czy parkingów.

Przynajmniej teraz, jak i przez najbliższe 20 lat, wiadomo będzie kto odpowiada za funkcjonowanie dworca i parkingów, bo także w tej kwestii na początku był chaos …

Czym oddychamy w Legionowie?

Kilka dni temu na oficjalnej stronie urzędu miasta ukazał się artykuł (dez)informujący mieszkańców o jakości powietrza w Legionowie. Czytamy w nim już na wstępie:

„Badania jakości powietrza, a szczególnie ich właściwa interpretacja, wymagają specjalistycznej wiedzy. Publikowane w internecie chwilowe odczyty wskaźników zanieczyszczeń mogą czasem wyglądać alarmująco, ale nie odzwierciedlają rzeczywistej jakości powietrza, która nie odbiega w Legionowie od tego czym oddychają mieszkańcy w innych gminach na terenie Mazowsza.”

Po takim moralizatorsko – mentorskim wstępie czytelnik oczekiwałby rzetelnego przedstawienia problemu i wiarygodnego wyjaśnienia kwestii czystości legionowskiego powietrza, popartego konkretnymi danymi.

Niestety, urząd wykazuje się całkowitą ignorancją tematu i strzela sobie koncertowego samobója, zaprzeczając postawionej na wstępie własnej tezie. Zamiast pokazać reprezentatywne wyniki badań czystości powietrza, umieszcza zaledwie dziesięciodniowy wykres jakości powietrza w Legionowie. Ponadto, pomimo usilnych starań, nie doszukamy się w tekście żadnego merytorycznego komentarza do wykresu, ani nawet nie znajdziemy do niego rzetelnej legendy.

Nie to jest jednak najgorsze. Otóż w kolejnej odsłonie tekstu urzędnicy ratusza dowodzą, że:       ” … w Legionowie odczyty wskaźnika jakości powietrza (na poziomie 7) były jednymi z najlepszych na świecie.” Może i były, ale niestety bardzo incydentalnie, gdyż przytoczone korzystne dane dotyczą nawet nie 10 dni, ale zaledwie jednego (sic!) dnia – konkretnie 19 października br. Jak się  to ma do pierwotnej tezy urzędu, mówiącej że „chwilowe odczyty wskaźników zanieczyszczeń … nie odzwierciedlają rzeczywistej jakości powietrza” ? Ano, nijak się ma – co za chwilę udowodnię.

Cały artykuł ma nas  przekonać, że ” … jakość powietrza w Legionowie nie odbiega od tego, co obserwujemy w innych miejscowościach w Polsce.” Dowodem na to mają być przytoczone jednostkowe wyniki pomiarów. Rzeczywistość jednak nie jest ani tak różowa, ani tak czysta, jak by to mogło wynikać z tego pseudo rzetelnego tekstu.

W związku z tym, że temat jakości powietrza jest niezwykle złożony, skupię się na jednym, ale za to bardzo istotnym zagrożeniu – na parametrze PM2,5 głównym odpowiedzialnym za powstawanie tzw. smogu. Podając za Wikipedią, PM2,5 jest to pył zawieszony o średnicy nie większej niż 2,5 µm, który zdaniem Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) jest najbardziej szkodliwy dla zdrowia człowieka spośród innych zanieczyszczeń atmosferycznych. Długotrwałe narażenie na działanie pyłu zawieszonego PM2,5 skutkuje skróceniem średniej długości życia, a krótkotrwała ekspozycja na wysokie stężenia pyłu PM2,5 powoduje wzrost liczby zgonów z powodu chorób układu oddechowego i krążenia. Dzieje się tak dlatego, że ten drobny pył dostaje się bezpośrednio przez płuca do krwioobiegu człowieka.

W chwili pisania tego tekstu (noc  z 10-go na 11-go listopada) w Legionowie poziom PM2,5 w powietrzu wynosi ponad 100 µg/m3 i jest najwyższy w Polsce:jakosc-powietrza-10-11-2016

Jednak aby rzetelnie przedstawić i ocenić poziom szkodliwego PM 2,5 w Legionowie, należy odnieść się do dłuższego okresu. Przedstawiam poniżej dane dotyczące półrocznego okresu grzewczego za okres październik ’15 – marzec ’16. Linią niebieską zaznaczyłem próg średniego dopuszczalnego poziomu stężenia PM2,5 w powietrzu, wynoszący 25 µg/m3.

październik 2015 r.pazdziernik-2015

listopad 2015 r.listopad-2015

grudzień 2015 r.grudzien-2015

styczeń 2016 r.styczen-2016

luty 2016 r.luty-2016

marzec 2016 r.marzec-2016

Dane te pochodzą ze strony Głównego Inspektora Ochrony Środowiska  http://powietrze.gios.gov.pl/pjp/archives, czyli z tego samego źródła, z którego czerpali urzędnicy ratusza.  Nie pokazując rzeczywistego i wiarygodnego obrazu poziomu szkodliwych stężeń, władze próbują jednak zaklinać zanieczyszczoną rzeczywistość. Na urzędowej stronie czytamy: „Zdarza się jednak, że czujnik zlokalizowany przy ul. Zegrzyńskiej pokazuje chwilowy wysoki poziom pyłu PM 2,5. Tak było w październiku br. Jak pokazuje … wykres, sytuacja była właściwie jednorazowa.” Niestety, z powyższych (przytoczonych przez mnie) danych wynika, że w okresie zimowym zawartość szkodliwego pyłu PM2,5 w legionowskim powietrzu wyraźnie i wielokrotnie przekraczała ustaloną bezpieczną normę i wbrew zapewnieniom ratusza z całą pewnością nie była to „sytuacja właściwie jednorazowa”.

Dla potwierdzenia przytoczę alarmujący wykres dotyczący tylko ostatnich 10 dni, gdzie                 wartość PM2,5 przekroczyła normę ponad 25-ciokrotnie !!!10-dni-listopada-2016

Manipulowanie faktami i danymi nie są nową praktyką stosowaną przez władze miasta. Tym razem sprawa jest jednak zdecydowanie poważniejsza. Nie chodzi bowiem tylko o kwestie medialne, administracyjne, finansowe, prawne czy propagandowe. Stawką w tej grze jest bowiem zdrowie nasze, naszych rodzin i dzieci.

Na koniec, dla zobrazowania stopnia niebezpieczeństwa wynikającego z oddychania zanieczyszczonym powietrzem, zachęcam do analizy treści poniższej tabeli:

Skala Jakości Powietrza dla pyłów PM2,5 [µg/m3]

wykorzystywana do prezentacji danych na stronie głównej WIOŚ oraz na stronie Raport dobowy, gdzie prezentowane są informacje dotyczące poziomów stężeń zanieczyszczeń zanotowanych w określonej dobie http://sojp.wios.warszawa.pl/index.php?page=skala-jakosci-powietrza

Stężenie PM 2,5 (µg/m3) w powietrzu Skala jakości powietrza Zalecenia dla mieszkańców

0-12

BARDZO DOBRA Jakość powietrza jest dobra.
Zanieczyszczenia powietrza nie stanowią zagrożenia.
Warunki idealne na aktywności na zewnątrz.

13-36

DOBRA Jakość powietrza jest wciąż dobra.
Zanieczyszczenia powietrza stanowią minimalne zagrożenie dla osób narażonych na ryzyko*.
Warunki bardzo dobre na aktywności na zewnątrz.

37-60

UMIARKOWANA Jakość powietrza jest akceptowalna.
Zanieczyszczenia powietrza mogą stanowić zagrożenie dla osób narażonych na ryzyko*.
Warunki dobre na aktywności na zewnątrz

61-84

DOSTATECZNA Jakość powietrza jest średnia.
Zanieczyszczenia powietrza stanowią zagrożenie dla osób narażonych na ryzyko* które mogą odczuwać skutki zdrowotne.
Pozostałe osoby powinny ograniczyć spędzanie czasu na zewnątrz, zwłaszcza gdy doświadczą takich symptomów jak kaszel lub podrażnione gardło

85-120

ZŁA Jakość powietrza jest zła.
Osoby narażone na ryzyko* powinny unikać wyjść na zewnątrz.
Pozostali powinni je ograniczyć. Nie zalecane są aktywności na zewnątrz.

>120

BARDZO ZŁA
Jakość powietrza jest niebezpiecznie zła.
Osoby narażone na ryzyko powinny bezwzględnie unikać wyjść na zewnątrz.
Pozostali powinni ograniczyć wyjścia do minimum. Wszelkie aktywności na zewnątrz są odradzane.
* Osoby starsze i dzieci, osoby z chorobami serca oraz dróg oddechowych, astmatycy i inne grupy podatne na zanieczyszczenia powietrza

Czy powinniśmy wiedzieć?

Czy mieszkańcy Legionowa powinni wiedzieć co się dzieje z ich podatkami? Na co wydawane są gminne fundusze? Kto realizuje zadania publiczne za pieniądze podatników?  Jakie kwoty wydatkowane są z budżetu na poszczególne zadania? Z kim miasto podpisuje umowy i na jakich warunkach odbywa się wybór wykonawcy?

Odpowiedzi na powyższe pytania z całą pewnością nie są obojętne tym, którzy świadomie dokładają swoją cegiełkę do gminnego budżetowego worka. A cegiełka ta wcale nie jest bagatelna, gdyż z podatku dochodowego PIT płaconego przez każdego mieszańca Legionowa, do miejskiej kasy trafia niemal 40% środków. Natomiast z podatku dochodowego od firm CIT – prawie 7%. Do tego należy doliczyć podatki od nieruchomości i środków transportu, oraz inne drobniejsze formy opodatkowania.

Żeby zobrazować skalę dochodów gminy pochodzących bezpośrednio z kieszeni mieszkańców Legionowa, posłużę się przykładem z aktualnego budżetu. Otóż same wpływy z tytułu udziału gminy w naszym podatku PIT wynoszą ponad 64 mln złotych, a z podatku od nieruchomości ponad 19 mln złotych. Czyli statystycznie, tylko z tytułu w/w podatków każdy dorosły mieszkaniec Legionowa dokłada rocznie do gminnej kasy ok. 2 000 zł.

Czy zatem nie powinniśmy wiedzieć co dzieję się z tymi pieniędzmi? Na co są wydawane, na jakich zasadach i do kogo trafiają? Przecież upublicznienie tych informacji wpisuje się w podstawowe zasady jawności życia publicznego i transparentności poczynań administracji. Okazuje się jednak, że władze naszego miasta nie chcą dzielić się tą wiedzą ze swoimi mieszkańcami.

Najpierw o upublicznienie rejestru umów cywilnoprawnych zawartych przez urząd wystąpił jeden z legionowian. Do dziś nie otrzymał odpowiedzi. Potem wicemarszałek Sejmu RP wystosował do prezydenta Legionowa wniosek w tej samej sprawie. Niestety z podobnym rezultatem.

Dlatego, wraz z grupą 5 innych radnych złożyliśmy do prezydenta petycję o ujawnienie i opublikowanie na stronach BIP urzędu miasta rejestru zawartych w bieżącym roku umów, z podaniem podstawowych informacji, takich jak: data zawarcia, przedmiot umowy, dane wykonawcy, czy wartość umowy. Docelowo wykaz ten powinien być stale i systematycznie aktualizowany. Cała treść petycji dostępna tutaj: petycja-ws-rejestru-umow

Na październikowej sesji zachęciłem wszystkich pozostałych radnych do podpisania tej petycji. Jak się jednak okazało, nie wszystkim ta idea przypadła do gustu … Żaden radny z niepodzielnie rządzącego klubu PrOprezydenckiego nie wsparł tej inicjatywy. Mimo to warto podkreślić, że ponad ¼  składu Rady Miasta Legionowo oczekuje od prezydenta ujawnienia żądanych informacji.

Jak zatem tym razem postąpi adresat petycji? Czy unikając publikacji rejestru nadal będzie skrywał przed mieszkańcami informacje o umowach, które przecież zawarł na rzecz i w imieniu tychże mieszkańców? Chciałbym wierzyć, że zachowa się jak trzeba.

Mam też nadzieję, że petycja odniesie oczekiwany skutek i legionowianie będą mogli w łatwy i przystępny sposób z opublikowanego rejestru dowiedzieć się, na co wydawane są ich podatki. W przeciwnym razie w świadomości podatników może zacząć kiełkować wątpliwość w dobre intencje i uczciwość prezydenta. Może też zrodzić się niewygodne i z pewnością dla wielu kłopotliwe pytanie, czyje interesy reprezentuje władza i czy aby na pewno są to interesy mieszkańców?

Na koniec warto wspomnieć, że takie rejestry zostały wprowadzone i z powodzeniem funkcjonują na stronach BIP wielu polskich powiatów, miast i gmin, m.in. Wrocław, Szczecin, Warszawa, Wadowice, czy sąsiednia Jabłonna. My też powinniśmy wiedzieć!

Kto tu kłamie?

W ostatnim numerze tygodnika interpretowanego opozycyjnie (w skrócie TiO) – jednego z niewielu legionowskich mediów niezależnych (od obecnej władzy), zamieszczono krótką relację z odbytej na sierpniowej sesji wymiany zdań pomiędzy mną a prezydentem. W związku z tym, że to właśnie ja wywołałem całą dyskusję, poświęcę ten wpis przedstawieniu mojego punktu widzenia.

Sprawa dotyczyła wywiadu udzielonego przez głowę miasta lokalnej telewizji, tuż po przegłosowaniu uchwały absolutoryjnej. Po skomentowaniu udzielonego absolutorium prezydent ponarzekał na znacznie większą niż dotychczas liczbę kontroli odbywających się w urzędzie, a następnie zapytany przez dziennikarza o opozycję nawiązał do dokuczliwych kontroli i raczył powiedzieć: „Mamy dwóch radnych, którzy robią duży wysiłek, łącznie z docieraniem do różnych władz w Warszawie, żeby trochę przeszkadzać w pracy.”

Cały wywiad można obejrzeć na stronie https://www.youtube.com/watch?v=_ZCmUmxuU3Y

Podobnie jak mój adwersarz nie lubię „podłych i niesprawiedliwych insynuacji” (patrz: cytowany wywiad, min. 1:17), więc posądzony o donosicielstwo zabieram głos.

Otóż w całej tej sprawie prezydent kompletnie mija się z prawdą (czyt. kłamie), co stwierdzam z podwójną przykrością. Po pierwsze dlatego, że kłamliwy zarzut dotyczy mnie i ewidentnie narusza moje dobre imię i wiarygodność. Po drugie (wielokroć ważniejsze)  uważam, że najwyższe władze naszego pięknego i dumnego miasta nie powinny zniżać się do poziomu oszczerstw, pomówień i zniesławień, nawet jeśli dotyczy to politycznych oponentów.

Jako historyk, prezydent zapewne powinien wiedzieć, że polscy wyborcy są w stanie wybaczyć niemal wszystko: niezrealizowane obietnice wyborcze, interesowność, kombinatorstwo, zachłanność, prywatę, łapówkarstwo, rozwiązłość, nadużywanie alkoholu, bycie ponad prawem, zaborczość, skłonności autorytarne, arogancję, wprowadzaną cenzurę, nachalną propagandę, kolesiostwo, protekcjonizm, nepotyzm i wiele innych cech nieobcych politykom. W mentalności naszej zakorzeniony jest jednak wyraźny brak akceptacji dla kapusiów i donosicieli, zwłaszcza dla tych, którzy we własne gniazdo srają.

Tak więc fałszywe posądzenie mnie o docieranie do warszawskich władz (w celu nasyłania częstszych kontroli urzędu), odbieram jako próbę pomówienia i dyskredytacji. Dlatego stanowczo zaprotestowałem na sierpniowej sesji przeciwko tego typu działaniom. W odpowiedzi zamiast zwykłego „przepraszam”, usłyszałem mętne tłumaczenia prezydenta, że mówiąc o dwóch radnych opozycji wcale nie miał na myśli mnie (i radnego Andrzeja Kalinowskiego), tylko radnych Adama Aksamita i Przemka Cichockiego (sic!). Jak powszechnie wiadomo, są to radni klubu Porozumienia Prezydenckiego, startujący z list Komitetu Wyborczego Romana Smogorzewskiego.

Przyznam szczerze, że po prezydencie spodziewałem się bardziej dojrzałej reakcji, a przywołana wyjątkowo infantylna wymówka, była po prostu żenująca (choć wywołała, jak mniemam, zamierzony efekt – ogólny rechot na sali obrad).

W sukurs prezydentowi przyszedł jeden z radnych, zarzucając mi publiczne znieważanie koalicyjnych radnych poprzez nazwanie ich „Jarząbkami” w jednym z moich tekstów. Jednak i tym razem zmuszony byłem do zaprotestowania i sprostowania, gdyż wspomniany radny, podobnie jak jego starszy brat, także mijał się z prawdą. Chodziło o wpis poświęcony udzielonemu absolutorium, a kto miał rację, oceńcie sami: http://leszeksmuniewski.pl/blog/2016/07/06/niejednoglosnie-dla-absolutorium/

Tak więc na jednej sesji dwukrotnie zmuszony byłem udowadniać, że „nie jestem wielbłądem”, choć z pewnością niektórzy woleliby żebym milczał.

NIE(jednogłośnie) dla absolutorium

Bliskie prezydentowi media i środowiska już kilka chwil po głosowaniu obwieściły z dumą, że prezydent uzyskał „niemal jednogłośnie absolutorium”. Niemal, gdyż trafiło się dwóch niedobrych radnych, którzy akurat byli odmiennego zdania i głosowali przeciw. Aż chciałoby się zacytować z klasyki polskiego filmu: „ …to nie ludzie, to wilki”. A skoro już sięgnąłem do twórczości Barei, pozwólcie że przytoczę nieco obszerniejszy fragment filmu, który zaskakująco trafnie wpasowuje się w całą sytuację:

Państwo też dostrzegają pewne analogie? Jak widać w sprawie absolutorium legionowskich Jarząbków nie brakuje, a zasłużony (i przemęczony) prezes Roman, podobnie jak prezes Ryszard, kąsany jest przez niewdzięczników, którzy mają czelność „wtykać mu szpilki”. Do porównań z psowatymi jeszcze powrócę, a tymczasem skupię się na szpilkach.

Nie jest tajemnicą, że to właśnie ja wraz z radnym Andrzejem Kalinowskim byłem przeciw udzieleniu prezydentowi absolutorium za 2015 rok. Uważam, że był to naprawdę kiepski rok dla Legionowa. Prezydent forsował pomysły i proponował radzie uchwały, które zbyt często kłóciły się z logiką, interesem miasta i jego mieszańców, a nawet zdrowym rozsądkiem.

Do najistotniejszych chybionych i kontrowersyjnych spraw mogę zaliczyć:

Najpoważniejsze zastrzeżenia mam jednak do historycznej decyzji prezydenta, który w imieniu właścicieli (mieszkańców), nie pytając, ani nawet nie informując nikogo (także radnych), wyraził zgodę na zbycie miejskich nieruchomości przy ul. Parkowej. Decyzja ta jest dlatego przełomowa, gdyż po raz pierwszy w Legionowie sprzedaż miejskiego gruntu nastąpiła bez zgody, ani nawet opinii organu uchwałodawczego (rady miasta). Na marginesie należy dodać, że obecnie sprawą tą zajmuje się prokuratura.

Więcej tu: http://leszeksmuniewski.pl/blog/2015/09/14/dzialka-przy-parkowej-sprzedana/

Powagi całej sytuacji dodaje fakt, że podobnych nieruchomości (wprawdzie należących do gminy, ale będących w zarządzie spółki miejskiej KZB) jest znacznie więcej, gdyż jej łączny majątek to niemal 200 mln zł. Podjęta decyzja staje się więc niezwykle groźnym precedensem, stanowiącym zachętę dla kolejnych tego typu szkodliwych dla miasta oraz wątpliwych etycznie i ekonomicznie działań. Poza niezabudowanymi gruntami KZB zarządza przecież w szkołach, przedszkolach, budynkach komunalnych i na innych obiektach miejskich. Czy one też mogą zostać sprzedane? Niestety, formalnie tak. Obawiam się, że skoro raz się udało zrobić taki „deal”, to pokusa kolejnych transakcji będzie coraz większa.

Na koniec przytoczę jeszcze tylko dwa cytaty prezydenta, wypowiedziane pod koniec debaty nad absolutorium:  „ … jeszcze przez wiele lat będziemy tym miastem rządzili” , oraz „psy szczekają, karawana idzie dalej”. Pierwszego cytatu nawet nie chce mi się komentować. Każdy, kto choć odrobinę interesuje się sprawami Legionowa i zna podstawy demokratycznego samorządu powinien sam wyciągnąć wnioski (niestety dość smutne … ).

Drugi zaś cytat pozwolę sobie przeanalizować, gdyż mam nieodparte wrażenie, że był skierowany do mnie – największego oponenta zeszłorocznych poczynań prezydenta. Otóż, jako że od ponad 30 lat mam nieprzerwaną przyjemność posiadania czworonoga, mam też okazję obserwować pewne psie cechy. Nie będę odkrywczy, ale mimo to przytoczę kilka najważniejszych: pies nie stawia warunków, zna swoje miejsce w grupie, jest bezgranicznie oddany i co najważniejsze wierny swojemu stadu. Pies po prostu służy, nie oglądając się na korzyści. Porównanie więc mnie-radnego do wiernego czworonożnego przyjaciela, służącego swojemu stadu (wyborcom), odbieram bardziej jako niezamierzony komplement, niż obelgę.

Szkoda, że te psie cechy są niektórym zupełnie obce …

(PO) deszczowe refleksje

Ulewne niedzielne popołudnie było zjawiskiem niespodziewanym i jako takie bez wątpienia zaskoczyło większość mieszkańców Legionowa. Nie mamy jeszcze dokładnych danych, ale można szacować, że na każdy metr kwadratowy naszego miasta spadło w ciągu niecałej godziny kilkadziesiąt litrów wody.

Efektem intensywnych opadów były zalane ulice, chodniki, garaże i piwnice, unieruchomione samochody i zablokowany ruch kołowy. Miałem okazję w kilka chwil po głównej nawałnicy dostać się w te miejsca, gdzie deszczówka znalazła sobie dogodne miejsce do skutecznego utrudniania życia naszym mieszkańcom.

okolice ul. ParkowejDSC_0110

DSC_0120

ul. SobieskiegoDSC_0073

ul. MickiewiczaDSC_0129

DSC_0123

okolice ul. SowińskiegoDSC_0137

DSC_0092

okolice ul. Husarskiej i Siwińskiego DSC_0079 DSC_0084 DSC_0080

Niestety, nie skończyło się jedynie na podtopionych ulicach i wstrzymanym ruchu samochodów. Wielu mieszkańców ratowało w pośpiechu swój dobytek przed zalaniem, jednak nie wszyscy zdążyli:DSC_0132 DSC_0149 DSC_0101

Większość z powyższych miejsc znajduje się w strefie zabudowy wielorodzinnej, czyli na terenach os. Jagiellońska i Sobieskiego. Przy tak intensywnej zabudowie, ciągłym ograniczaniu terenów zielonych i (jak się okazało) niewydolnej kanalizacji deszczowej, efekt niedzielnej ulewy nie powinien jednak być trudny do przewidzenia. Wszak nie pierwszy raz mamy do czynienia z tak intensywnymi opadami.

Tym bardziej dziwi mnie krótkowzroczna i szkodliwa dla miasta postawa prezydenta i jego radnych, którzy za wszelką cenę i wbrew interesom mieszkańców, chcieli zezwolić na budowę kolejnych bloków na os. Sobieskiego. Bloki te miałyby powstać w miejscu wzdłuż rowu odwadniającego przy ul. Pałacowej, które (o ironio) dotychczas przeznaczone było w planach właśnie pod budowę urządzeń kanalizacji deszczowej. Szerzej o sprawie pisałem w tekście: http://leszeksmuniewski.pl/blog/2016/04/30/prezydent-i-jego-radni-za-dogeszczaniem/

Podczas dyskusji nad uchwalaniem tego dokumentu, zwracałem m.in. uwagę na potencjalny problem odprowadzenia wód deszczowych z terenu miasta i potrzebę wykorzystania tego gruntu zgodnie z jego przeznaczeniem. Żeby jednak przeforsować swój pomysł prezydent przekonywał, że nie ma takiej potrzeby, a moje zasadne (jak się okazało) argumenty, zostały demokratycznie zignorowane. Czy bogatsze o świeże doświadczenia ostatniej ulewy władze miasta zmienią zdanie?

Niestety, wygląda na to, że nie. Wprawdzie wojewoda w maju unieważnił szkodliwą uchwałę, ale prezydentowi tak zależy na wybudowaniu nowych bloków w Legionowie, że już na najbliższej sesji (29. czerwca) będzie forsował wśród radnych pomysł zaskarżenia decyzji wojewody. Jakich tym razem argumentów użyje? Oby nie był to tylko argument siły. PO raz kolejny ciśnie się jednak na usta pytanie, czyje interesy reprezentują w tej sprawie władze Legionowa, bo chyba nie mieszkańców…

PS. Zainteresowanym polecam lekturę protokołu z sesji, na której zadecydowano o umożliwieniu „dogęszczenia” os. Sobieskiego (pkt 12) : http://www.bip.legionowo.pl/Article/get/id,78008.html oraz stanowisko wojewody unieważniające tę uchwałę: LEX-I_4131_98_2016_RM

Zapraszam jednocześnie na najbliższą sesję 29 czerwca o godz. 9.00

Wojewoda wstrzymuje „dogęszczanie”

Dobrą dla mieszkańców Legionowa wiadomość mogliśmy usłyszeć podczas wczorajszej sesji. Otóż Wojewoda Mazowiecki wszczął postępowanie nadzorcze w sprawie podjętej przez radnych prezydenta uchwały, zmieniającej miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego dla os. Sobieskiego.  Efektem interwencji wojewody jest wstrzymanie wykonania tej szkodliwej uchwały, a docelowo stwierdzenie jej nieważności.

O samej uchwale i okolicznościach jej podjęcia pisałem dość szczegółowo w niedawnym wpisie: http://leszeksmuniewski.pl/blog/2016/04/30/prezydent-i-jego-radni-za-dogeszczaniem/ , a uwagę poświęciły jej także na swoich łamach lokalne media: http://gazetapowiatowa.pl/wiadomosci/legionowo/legionowo-nowe-bloki-na-osiedlu-sobieskiego/  czy  http://toiowo.eu/planuja-drugi-pekin/

Kto zyskuje, a kto traci na rozstrzygnięciu wojewody?

Bez wątpienia wizerunkowo traci prezydent, który osobiście bierze odpowiedzialność za zaistniałą sytuację, gdyż był inicjatorem wprowadzenia zmian umożliwiających dogęszczanie. To on przygotował bulwersujący (jak również wątpliwy prawnie) projekt uchwały. Co ciekawe, jak się dowiedzieliśmy z ust samego prezydenta, była to jego własna inicjatywa, gdyż wniosku samych zainteresowanych dokonaniem zmian w planie nigdy nie było.

Moralnie tracą radni prezydenta, którzy bezkrytycznie zagłosowali za ułomną uchwałą, jawnie godzącą w interesy mieszkańców miasta – ich wyborców.

Straty finansowe (a dokładnie nie straty, lecz brak błyskawicznego zysku) odnotowują ci, o których w całej sprawie jest najciszej, a mianowicie właściciele dwóch działek. Dotychczas ich grunty były warte co najwyżej tyle, co tereny przeznaczone pod zabudowę jednorodzinną (co w przypadku Legionowa też stanowi niebagatelną kwotę). Gdyby jednak uchwała weszła w życie i zezwoliła wybudować tam bloki, wartość gruntów poszybowałaby natychmiast, ku oczywistej uciesze ich właścicieli.

Dla kogo zatem rozstrzygnięcie wojewody jest korzystne? Ano dla ogromnej większości mieszkańców Legionowa, którzy mieszkając w najbardziej zatłoczonym w Polsce, ale swoim, ulubionym, rodzinnym i kochanym mieście, nie chcieliby już bić kolejnych rekordów gęstości zaludnienia.

Szczególnie zaś cieszyć się powinni mieszkańcy os. Sobieskiego, którzy uszczęśliwieni Faktorią, wypatrują z niecierpliwością budowy nowego centrum handlowego. Którzy w każdy dzień targowy swoje samochody parkują z dala od domów, gościnnie przyjmując setki pojazdów i tysiące kupujących na swoim terenie. Którzy po zakończonym targu mogą podziwiać wokół swoich bloków roznoszone przez wiatr i zawieszane na nielicznych drzewach kolorowe reklamówki, doskonale wpisujące się w dość monotonny przecież osiedlowy krajobraz.

Sprawa tej godzącej w interesy mieszkańców uchwały jest o tyle bulwersująca, że przygotowali i uchwalili ją bezpośredni reprezentanci – wybrani przez mieszkańców prezydent i jego radni. To oni, zgodnie ze złożonym ślubowaniem, powinni podejmować wszystkie decyzje kierując się jedynie dobrem gminy i jej mieszkańców. Czy tak było także w tym przypadku?

Jako że byłem przeciwny podejmowaniu tej uchwały, wskazując nie tylko na jej szkodliwość dla mieszkańców, ale także na niezgodność z innymi dokumentami planistycznymi (obowiązujące studium), oraz na błędy w samej uchwale i jej uzasadnieniu, z gorzką satysfakcją przyjąłem decyzję wojewody.  Gorzką, gdyż ta uchwała w ogóle nie powinna być podjęta …